Nic dwa razy się nie zdarza

Wyraziła skromna poetka,
a jednak tkwimy w iluzji powtórek.
To niezwykła „zdolność”.

Inna mądra dama,
już bardziej prozą, tak rzecze
„ wola przetrwania wcale nie jest najsilniejszym instynktem człowieka.
Jest nim potrzeba powtarzania tego samego”

I tak człowiek szuka między Bogiem a Prawdą.

Zamiast powiedzieć „nie wiem”.
Jak Pani Wiesława.

Nawet gdyby wiedział.

Mamo, idź już, kocham Cię!

Wyszedłem do kiosku po ranne zakupy, a tam dwóch sprzedawców, mama i syn, który tak odezwał się do starszej pani – idź już.

Ta dalej siedziała jakaś taka naburmuszona i nie skora do wyjścia, wiec zagadnąłem

- Nie ma jak w pracy?
- Ja tu odpoczywam! – padło błyskawicznie niczym kula z karabinu snajpera.
- Oho, pomyślałem, na „coś” niechcący i nieproszony nadepnąłem. Jakiś „odcisk” rodzący „nieutulony żal” i niegrzeczność, z jednej strony oficjalnie i dla służb administracji państwowej oznajmiający, że „ja tu nie pracuję, tylko odpoczywam”, co mi wolno, bo za relaks jeszcze się nie płaci, a jak się nie płaci, to się nie zarabia; a jak się nie zarabia, to nie ma od czego zapłacić podatków i ubezpieczenia, przepraszam za wyrażenie – społecznego, niczym „od deszczu” jakby za jego na mnie „obecność”; z drugiej wyraz emocjonalnego oburzenia i szantażu; cichego krzyku – ja jestem i jestem tutaj bardzo, bardzo potrzebna. Chcę być potrzebna!

To takie co najmniej dwie warstwy znaczeniowe tego samego, a jest i trzecia, jako konkluzja odczytana w wprost – w pracy powinno się odpoczywać, lub dobrze bawić, albo wyrażając jeszcze inaczej, czuć harmonię, spokój i radość wyrażony cichym zdaniem wewnętrznego dialogu „dobrze, że jestem i dobrze, że ty jesteś.” Jest i czwarta. Cieszę się, że jesteś. Jest i głębsza – niemniej mamo idź już. Jest i piąta – mamo kocham Cię. Jest i szósta, siódma i dziesiąta i wszystko na raz, niczym nasza emocjonalna obecność.

Przychodzi baba do lekarza

I już w drzwiach rzecze – Panie doktorze zapłacę panu za leczenie ale jak opowie mi pan – jak pan pracuje? Lekarz rad nie rad rozpoczął swoją opowieść. Ze szczegółami opowiedział przebieg studiów, przebytych specjalistycznych zawodowych szkoleń i kursów, codziennych własnych dociekań; jednym słowem całym dorobku dwudziestoletniej zawodowej kariery. I tak niepostrzeżenie zleciało dwadzieścia pięć lat.
-Strasznie długo pan pracuje panie doktorze – rzekła pacjentka, nie podoba mi się taka metoda.
- A jak pani „woli” – grzecznie zapytał lekarz, dobrowolnie godząc się na podyktowanie reguł gry przez klientkę.
- Szybko – odrzekła szybko.
- No to trzeba było od razu tak mówić- rozpromienił się lekarz, po czym, zanim pacjentka doszła do drzwi została uleczona.
- Panie doktorze jest pan niesamowity– już dopowiedziała wychylając uśmiechniętą buzię  z za futryny.
- Och dziękuję, a  wie pani, że nauka tego zajęła mi dwadzieścia pięć lat – odpowiedział wdzięczny za komplement lekarz; po czym zadumał się, cicho już do siebie dodając – a może jeszcze dłużej.

- Jasne, że wiem, przecież miałam okazję doświadczyć obu metod.

- Cieszę się, że wybrała pani drugą opcję, stało się  według mocy pani wiary no i moich kompetencji; dodając – czy pani o czymś nie zapomniała?

Życzenia na teraz

Świętami – dziennego
Dniem – świątecznego
Nocą – jasnego
Nowym – zdziwionego

Wiosną – budzącego
Latem – letniego
Jesienią – złotego
Zimą – gorącego

Chorobą – zdrowego
Śniadaniem – smacznego
Życiem – radosnego
Duchem – świadomego

Pracą – wchłoniętego
Śmiechem – czującego
Łaską – dotkniętego
Życiem – spełnionego

Zawsze – chwilowego
Chwilowo – stałego
Chwilą – szalonego
Miłością – jamjestnego

Świadomie – bezświadomy
Andrzej Hanisz

Historia prawdziwa

Pewien niezwykły człowiek napisał do mnie tak.

„Znajomy ma firmę i czasem się widujemy, rozmawiamy o tak zwanych interesach.
Zawsze mówił, że firma spłaca jego długi: mieszkanie, samochód i „coś” tam jeszcze.

Szło mu bardzo dobrze. Parę dni temu, załamany mówi ” spłaciłem wszystkie długi i zrobiła się bryndza.

Odeszło kilku stałych klientów, zmniejszyły się zlecenia tych, którzy zostali. Bardzo spadły obroty.”"

Po czym konkluduje.

„W sumie, firma wykonała swoje założenia, czyli spłaciła jego długi.
Ale nie jestem pewien czy tylko o to mu chodziło?
Nauczka dla tych, którzy popełnią błąd przy tworzeniu wizji i

rodzący się spontanicznie wniosek -

grunt to mieć cel, ale nie spłacanie długów!”

Własny komentarz dopisz lub domów dla siebie sam i niech to będzie głos cichy,

płynący z wnętrza Twojej obecnej świadomości siebie.

Miłość to nie uczucie, to zdolność

Niby przypadkiem widziałem film, w którym młody człowiek – syn, tak odpowiedział ojcu „miłość to nie uczucie – to zdolność” Skąd to wiedział? Nie wiem. W filmie pewnie, ze scenariusza ale jeśli rzecz miałyby się dziać w życiu, to gdzieś z wnętrza siebie. To zdanie nie wiadomo jak wyszło z niego, samo się powiedziało i była to jego prawda. Czy jednak dla każdego? Co jest miernikiem tego czy zdanie jest dla nas prawdziwe lub obojętne i ma wpływ na dalsze nasze losy? Zauważ, że nie napisałem słowa nieprawdziwe ponieważ zgodnie z naukowymi teoriami kiedy coś jest dla nas prawdziwe potrzebny jest potwierdzający widzialny namacalny dowód. To samo zdanie może być prawdą jak i fałszem. Jak się więc sprawy mają do nas samych? Jak mamy decydować czy coś jest dla nas prawdziwe? Załóżmy, że prawdziwe oznacza zgodne z naszą duszą czyli osobistą wewnętrzną konstytucją jako aktem prawnym najwyższej rangi; religią istnienia, bycia i czynienia. Jak widzisz żeby tego dokonać musiałem przyjąć jakieś założenie, model, świat, na i po, którym ostrożnie a jednocześnie pewnie się poruszam. Odpowiedź już dawno temu dał mister Gurgijew. Potrzebujesz jej doświadczyć wszystkimi trzema swoimi esencjami, mózgami; mianowicie umysłem świadomym, który na przykład może pewnie odpowiedzieć – tak to jest to i równocześnie po całym ciele przebiegnie niewidzialny dla oka prąd dający uczucie mrowienia; jednocześnie możesz poczuć ból w splocie słonecznym. Indywidualnie u każdej osoby przejawi się to trochę inaczej i z racji niedoskonałości języka jako precyzyjnej formy przekazu oraz aktualnej świadomości siebie będzie różnie odebrane i wyrażone. W końcu i tak do wszystkiego potrzebujesz dojść sam, gdzieś na końcu drogi odpuszczając sobie wszystkich nauczycieli, oczywiście dziękując im za to, że byli; słowem wywarli pozytywny lub negatywny wpływ na nasze życie i miałeś uprzejmość ich spotkać mówiąc prawdziwie – dziękuję.

Kiedy kocham!

Tak napisał do mnie przyjaciel „Wszystko to marność nad marnościami.

Kiedy walczę, tracę szacunek dla siebie.
Kiedy czekam, tracę godność.
Kiedy przywiązuje się, tracę panowanie.
Kiedy kocham, wtedy żyję.
Kiedy dobijam się i walczę o swoje, czuję rozżalenie.
Ego to opór przeciw miłości.
Kiedy proszę, jestem godzien politowania.

Tylko dziękowanie ma sens,
bo dziękowanie szczere, to radość.

Żeby tylko nie skalać swojego boskiego pierwiastka niewiarą umysłu i zwątpieniem w gonitwie za oświeceniem.

Jedynie dawanie jest esencją bezinteresowności,
a to jest podstawowy warunek pełni.

Dawanie uwagi,  siebie i zachwycenia ludziom, przedmiotom, światu,
zapewnia bycie miłością – bogiem,
zapewnia urzeczywistnienie i w-niebo-wstąpienie.

A dawanie to czynienie,
a czynienie to działanie z pozycji miłości,
w najlepszy z możliwych sobie sposobów,
bezoporowo,  z radością i połączeniem ze źródłem.”

Z potrzeby i nakazu zadam jeno pytanie.

Kiedy kocham?

Usuń teraz

Tytuł jest odwróceniem sytuacji i ludzkiej reakcji na takie frazy jak zobacz „teraz”, kup „teraz”, bo jak nie zrobisz tego „teraz” to nie zrobisz „nigdy”.  Oczywiście jest to sugestia, za którą z uwagi na łatwość jak i  lenistwo własne podążasz lub nie.

„Potem” wszystkie działania, sposób myślenia będą uzasadniały wybór, który wcale nie musi być dobry; dlatego będąc szczerym najlepiej usuń tę wiadomość teraz, po co masz się denerwować.

Cały system społeczny skonstruowany jest tak byś się  czuł źle, a od czasu do czasu miał orgazm dobrego samopoczucia. Jest to bardzo głęboko ukryta informacja. Niedostępna dla przeciętnego człowieka, chyba, że jesteś nieprzeciętny – a jesteś. Obecnie możesz mieć na przykład tak, że czujesz się dobrze  w momencie zakupu, spotkania ze sztuką, seksem i miłością dostarczoną od drugiej osoby najczęściej płci przeciwnej.  Z systemu nie możesz się wyrwać ponieważ jesteś jego częścią i sam go świadomie lub nieświadomie współtworzysz.

Jeżeli uważasz się za dobrego człowieka i starasz się zmienić system głosząc  swój obraz świata, wówczas tworzysz ideologię i potrzebujesz narzucić ją siłą innym. To rodzi strach i przemoc czyli zaprzeczenie idei dobroci.

Na przestrzeni wieków pojawiali się ludzie – przewodnicy, oświecone istoty, które generalnie ogłaszali jeden komunikat „człowieku obudź się” , „Obudź się do miłości”. Jeżeli komunikat był głośny i zaczął zagrażać systemowi to system uciszał go. Sposobów na uciszenie jest sporo. Najprostszy polega na zamordowaniu człowieka głoszącego komunikat lub zagłuszenie komunikatu poprzez ośmieszenie go. Słowem – sprowadzenie na margines i polityczny folklor. Wielkie komunikaty mogą być przekazywane przez wiele lat i nic to nie zmienia w funkcjonowaniu społeczności. Czemu? Rozważę dwa aspekty; po pierwsze komunikat staje się skanalizowany, a tym samym kontrolowany. Ktoś siłą i sprytem zdobył koncesje na dalsze głoszenie komunikatu, uzyskując wyłączność mówienia „prawdy” o komunikacie. Problem w tym, że koncesjonariusz sam może nie rozumieć komunikatu lub własne jego rozumienie uznaje za  prawdę. Po drugie taki jest naturalny rozwój zbiorowej świadomości zwanej historią.

Z uwagi na pewne cechy człowieka „brak cierpliwości”, „strach przed utratą życia”  i towarzyszące jemu emocje , z jednej strony komunikat nie znajduje właściwego zrozumienia, z drugiej dobrze, że nie znajduje bo to już jest fałszywy komunikat.

Zrozumienie nie może być przekazane słowami, choć najpierw w takiej formie komunikat jest przekazany. Rozumienie jest świadomością człowieka rozumiejącego. Świadomość determinuje „jakość człowiecza”, a ta zależy od Twojej czystości, szczerości, otwartości, prawości, miłości, cierpliwości, odwadze. Pewnie sam możesz dodać jeszcze parę cnót. Te wartości oraz ich właściwe rozumienie są wynikiem otwarcia energetycznych czakr jako dostępności do „źródła poznania” poprzez siebie.

O tych świadomościowych zmianach jak i samym procesie AMH Coaching dowiesz się już niedługo z książki „Rok 2011 i pół”.

Andrzej Mariusz Hanisz

Doda

Przyznam, że dawno nie czytałem tak interesującego wywiadu. Wywiadu podesłanego przez znajomego kompozytora. I nie wiem czy dlatego, że dawno w ogóle nie czytałem żadnego wywiadu czy dlatego, że jestem zbyt pochłonięty pracą, obcowaniem z myślą Lao Tzu i byciem nie-myślą.

Czemu o tym wspominam?  Wywiad jest interesujący z jednego i dwóch powodów. Jednego, gdyż jest rozmową ze zjednoczonym, pełnym człowiekiem, a dwóch bo ukazuje w człowieku jego zwierzęcość i boskość. Jest według mojej nomenklatury rozmową z siódmym wymiarem. O samej koncepcji siedmiu wymiarów oraz o idei AMH Coaching już niedługo będziesz mógł zapoznać się w książce „Rok 2011 i pół”, która w tym roku ukaże się na rynku.

Wywiad może być też dla Ciebie coachingiem. W nim poczujesz miłość, prawość, czystość, wytrwałość, siłę, cierpienie, harmonię, spontaniczność, zmysłowość, inteligencję, radość; słowem cnoty prawdziwego,  wolnego i totalnego człowieka. A dlaczego wywiad może być coachingiem?  Zauważ czy  wyzwoli w Tobie jakieś niechciane uczucia, które z ciebie nieoczekiwanie wyjdą, a jak wyjdą – to przyglądnij się nim, bo są Twoje. Oczywiście one nie są Twoje, one zostały zaimplementowane w procesie rozwoju w społeczeństwie. Będziesz miał też możliwość rozstać się z nimi – pozwolić im odejść bez żalu

Andrzej Hanisz

Treść wywiadu znajdziesz na stronie http://gala.onet.pl/0,1643009,1,1,dorota_rabczewska,tematy.html

Deszczowa piosenka

Usłyszałem melodię, jeszcze nie wiedziałem gdzie byłem, czy we śnie, czy w innej przestrzeni. Nie wiedziałem w jakiej jestem rzeczywistości. Padał deszcz, a ja – wydaje mi się – byłem mężczyzną idącym w deszczu i trzymającym w ręku parasolkę. Piszę „wydaje mi się”, bo już sam nie wiem kim byłem, czy deszczem, czy parasolką, czy mokrymi butami, czy przemoczonym ubraniem, czy Genem Kaly budzącym mnie ze snu swoją Singing in the rain. W każdym bądź razie ciało wypełniała harmonia i niczym nie uzasadniony pokój, a w tym pokoju był spokój i była radość, i deszcz, i taniec, i muzyka, i cisza. Hmm, dzisiaj Wielka Sobota, a u mnie Deszczowa piosenka. Jutro zmartwychwstanie Chrystusa, a we mnie Singing in the rain.

Otwieram wielkiego Lao i czytam „Niepokój przezwyciężą chłód, lecz spokój przezwycięża żar. Pokój i pogoda ducha to normalny stan świata”. I tak przy okazji i zwyczajnie przesyłam Tobie to co mnie dzisiaj obudziło http://www.youtube.com/watch?v=bkEvy-9yVyQ

Andrzej Hanisz

Następna strona »