Marzena czyli niezwykłość zwykłego

Piszę, kiedy muszę. Teraz, widać muszę.

Powoli podchodziłem do kasy, wybranej, jak w toto lotka, na chybił trafił. Czemu akurat do tej? Hmm.

Wiem, żeby doświadczyć. Przeżyć niezwykłość, zwykłego. Zwykłej, kasowej czynności, czynionej niezwykle. Poczułem misterium sprzedaży. Sprzedaży, bez sprzedaży.

Twórcy, generalnie kretyńskich sprzedażowych formułek, jakimi codziennie witają nas kasjerki marketów, pracownicy banków itd., byliby zdziwieni, co można zrobić z ich tak zwaną ścieżką sprzedaży.

Zobaczyliby wyżyny swoich kompetencji, najprawdopodobniej dla nich samych, niedostępne.

Usłyszałem dzień dobry, i to nie było dzień dobry, to było dobro.
Zobaczyłem uśmiech i to nie był uśmiech, ona była uśmiechem.

Miała na imię Marzena.

Nie znam Marzeny, ale wiem kim Jest Marzena.

Zainspirował Cię ten wpis?
Podziel się ze znajomymi:

1 Komentarz

  1. Mew on Marzec 26th, 2010

    Wiem o czym mówisz, specjaliści od formułek nie sięgają głęboko a Ty spotkałeś się z głębią. Na pewnych głębokościach (albo wysokościach jak kto woli), formułki stają się zbędne, energia płynie sama. Spotkałeś Anioła, który budzi ludzi a miejsce przy kasie jest do tego jednym z najodpowiedniejszych 🙂

Twój komentarz