Wpisy z Styczeń, 2012

Mamo, idź już, kocham Cię!

Wyszedłem do kiosku po ranne zakupy, a tam dwóch sprzedawców, mama i syn, który tak odezwał się do starszej pani – idź już.

Ta dalej siedziała jakaś taka naburmuszona i nie skora do wyjścia, wiec zagadnąłem

– Nie ma jak w pracy?
– Ja tu odpoczywam! – padło błyskawicznie niczym kula z karabinu snajpera.
– Oho, pomyślałem, na „coś” niechcący i nieproszony nadepnąłem. Jakiś „odcisk” rodzący „nieutulony żal” i niegrzeczność, z jednej strony oficjalnie i dla służb administracji państwowej oznajmiający, że „ja tu nie pracuję, tylko odpoczywam”, co mi wolno, bo za relaks jeszcze się nie płaci, a jak się nie płaci, to się nie zarabia; a jak się nie zarabia, to nie ma od czego zapłacić podatków i ubezpieczenia, przepraszam za wyrażenie – społecznego, niczym „od deszczu” jakby za jego na mnie „obecność”; z drugiej wyraz emocjonalnego oburzenia i szantażu; cichego krzyku – ja jestem i jestem tutaj bardzo, bardzo potrzebna. Chcę być potrzebna!

To takie co najmniej dwie warstwy znaczeniowe tego samego, a jest i trzecia, jako konkluzja odczytana w wprost – w pracy powinno się odpoczywać, lub dobrze bawić, albo wyrażając jeszcze inaczej, czuć harmonię, spokój i radość wyrażony cichym zdaniem wewnętrznego dialogu „dobrze, że jestem i dobrze, że ty jesteś.” Jest i czwarta. Cieszę się, że jesteś. Jest i głębsza – niemniej mamo idź już. Jest i piąta – mamo kocham Cię. Jest i szósta, siódma i dziesiąta i wszystko na raz, niczym nasza emocjonalna obecność.

Przychodzi baba do lekarza

I już w drzwiach rzecze – Panie doktorze zapłacę panu za leczenie ale jak opowie mi pan – jak pan pracuje? Lekarz rad nie rad rozpoczął swoją opowieść. Ze szczegółami opowiedział przebieg studiów, przebytych specjalistycznych zawodowych szkoleń i kursów, codziennych własnych dociekań; jednym słowem całym dorobku dwudziestoletniej zawodowej kariery. I tak niepostrzeżenie zleciało dwadzieścia pięć lat.
-Strasznie długo pan pracuje panie doktorze – rzekła pacjentka, nie podoba mi się taka metoda.
– A jak pani „woli” – grzecznie zapytał lekarz, dobrowolnie godząc się na podyktowanie reguł gry przez klientkę.
– Szybko – odrzekła szybko.
– No to trzeba było od razu tak mówić- rozpromienił się lekarz, po czym, zanim pacjentka doszła do drzwi została uleczona.
– Panie doktorze jest pan niesamowity– już dopowiedziała wychylając uśmiechniętą buzię  z za futryny.
– Och dziękuję, a  wie pani, że nauka tego zajęła mi dwadzieścia pięć lat – odpowiedział wdzięczny za komplement lekarz; po czym zadumał się, cicho już do siebie dodając – a może jeszcze dłużej.

– Jasne, że wiem, przecież miałam okazję doświadczyć obu metod.

– Cieszę się, że wybrała pani drugą opcję, stało się  według mocy pani wiary no i moich kompetencji; dodając – czy pani o czymś nie zapomniała?