Mamo, idź już, kocham Cię!

Wyszedłem do kiosku po ranne zakupy, a tam dwóch sprzedawców, mama i syn, który tak odezwał się do starszej pani – idź już.

Ta dalej siedziała jakaś taka naburmuszona i nie skora do wyjścia, wiec zagadnąłem

– Nie ma jak w pracy?
– Ja tu odpoczywam! – padło błyskawicznie niczym kula z karabinu snajpera.
– Oho, pomyślałem, na „coś” niechcący i nieproszony nadepnąłem. Jakiś „odcisk” rodzący „nieutulony żal” i niegrzeczność, z jednej strony oficjalnie i dla służb administracji państwowej oznajmiający, że „ja tu nie pracuję, tylko odpoczywam”, co mi wolno, bo za relaks jeszcze się nie płaci, a jak się nie płaci, to się nie zarabia; a jak się nie zarabia, to nie ma od czego zapłacić podatków i ubezpieczenia, przepraszam za wyrażenie – społecznego, niczym „od deszczu” jakby za jego na mnie „obecność”; z drugiej wyraz emocjonalnego oburzenia i szantażu; cichego krzyku – ja jestem i jestem tutaj bardzo, bardzo potrzebna. Chcę być potrzebna!

To takie co najmniej dwie warstwy znaczeniowe tego samego, a jest i trzecia, jako konkluzja odczytana w wprost – w pracy powinno się odpoczywać, lub dobrze bawić, albo wyrażając jeszcze inaczej, czuć harmonię, spokój i radość wyrażony cichym zdaniem wewnętrznego dialogu „dobrze, że jestem i dobrze, że ty jesteś.” Jest i czwarta. Cieszę się, że jesteś. Jest i głębsza – niemniej mamo idź już. Jest i piąta – mamo kocham Cię. Jest i szósta, siódma i dziesiąta i wszystko na raz, niczym nasza emocjonalna obecność.

Zainspirował Cię ten wpis?
Podziel się ze znajomymi:

0 Komentarzy

Nie ma jeszcze komentarzy

Twój komentarz