Wpisy z Styczeń, 2013

Autor Nieznany

Dostałem takiego maila od znajomej. Niestety nie wiem czyjego „pióra”, dlatego z góry przepraszam jego autora za naruszenie praw i dóbr osobistych, jednocześnie mam nadzieję wybaczenia mojego nietaktu.

„Na drzwiach sklepu wisi tabliczka:
Jeśli Twoje życzenie nie zostało spełnione, to znaczy, że jeszcze nie zapłaciłeś?.

Na peryferiach Wszechświata znajduje się mały sklepik. Szyldu dawno już nie ma, został zdmuchnięty przez kosmiczny huragan. Nowego szyldu właściciel sklepu nie powiesił, ponieważ wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą przecież, że sklep sprzedaje marzenia.
Asortyment jest bardzo bogaty? Można tu kupić praktycznie wszystko. Jacht, dom, małżeństwo, posadę prezesa korporacji, pieniądze, dzieci, dobrą pracę, duży biust, medal olimpijski, samochody, drużyny piłkarskie, władzę, sukces i wiele innych dóbr.
W sprzedaży nie ma jedynie życia i śmierci? ich dystrybucją zajmuje się Centrala znajdująca się w innej galaktyce. Każdy klient, który wchodzi do sklepu (bo są też tacy, którzy ani razu nie weszli i do tej pory siedzą na tyłku i zajmują się chceniem) w pierwszej kolejności pyta o cenę swojego marzenia. A ceny są różne.
Wymarzona praca, na przykład, kosztuje rezygnację ze stabilności i przewidywalności, gotowość do samodzielnego planowania i organizowania własnego życia, wiarę we własne siły oraz pozwolenia sobie na taką pracę, jaką kochasz, a nie taką, jaka się nawinie.

Władza ma nieco wyższą cenę: trzeba zrezygnować z pewnych swoich przekonań, nauczyć się znajdować do wszystkiego racjonalne wytłumaczenie, umieć odmawiać, znać swoją wartość (a powinna ona być wysoka), pozwalać sobie na mówienie – ja, wyrażać własną opinię, niezależnie od akceptacji czy dezaprobaty otoczenia.

Niektóre ceny wydają się dość dziwne: małżeństwo można otrzymać w zasadzie za bezcen, natomiast szczęśliwe życie kosztuje bardzo drogo? Wymaga osobistej odpowiedzialności za własne szczęście, umiejętności cieszenia się życiem, znajomości swoich celów, rezygnacji z dążenia by wszystkim dogodzić, doceniania wszystkiego co się ma, pozwolenia sobie na bycie szczęśliwym, świadomości własnych zalet, rezygnacji z bonusu ofiary, ryzyka utraty niektórych znajomych.

Nie każdy klient, który wchodzi do sklepu, jest gotów, aby od razu kupić marzenie. Niektórzy, gdy widzą cenę, natychmiast wychodzą. Inni stoją w zadumie, licząc swoje zasoby i zastanawiając się, skąd wziąć więcej środków. Czasem ktoś skarży się, że ceny są za wysokie i prosi właściciela o rabat albo pyta, kiedy będzie wyprzedaż. Są też tacy, którzy wyciągają z kieszeni wszystkie swoje oszczędności i odbierają marzenie, zapakowane w piękny szeleszczący papier. Są zawsze odprowadzani wzrokiem przez zazdrosnych klientów, którzy szepczą złośliwie, że właściciel sklepu to na pewno ktoś z rodziny i marzenie dostali pod ladą, po znajomości.

Właściciela sklepu dawno już proszono, aby obniżył ceny, co zwiększyłoby liczbę klientów. Ale takie postulaty za każdym razem spotykały się z odmową, bowiem właściciel uważa, że to obniży jakość marzeń. Kiedy pytano go, czy nie obawia się bankructwa, mówił, że nigdy nie zabraknie śmiałków, gotowych ryzykować i zmieniać swoje życie, rezygnując z nawyków i bezpiecznej przewidywalności, zdolnych do wiary w swoje marzenia, mających dość sił i środków, by zapłacić za ich realizację?”

Tyle cytat, który zamieszczam, wszak dzisiaj niedziela i praca winna być odpoczynkiem.

Dopisek post factum, czyli w poniedziałek

Historia nie uwzględnia jedynie tych, co dostają na kredyt 😉

John Travolta na przykład miał powiedzieć:

„Każdy z nas musi zawsze zapłacić cenę za sukces. Większość ludzi płaci cenę na samym początku; w filmie na ogół aktorzy mają poza sobą okres dziesięciu albo dwudziestu lat niepowodzeń, zanim ktoś ich naprawdę doceni. Tymczasem ja lata temu zjawiłem się po raz pierwszy w studio i od razu dostałem tytułową rolę w ogromnie popularnym filmie! Moja kariera później przygasła, ale moim zdaniem to naturalne. Po prostu musiałem rozliczyć się z życiem i zapłacić trochę później cenę za swój sukces. A ta cena to przetrwanie serii niepowodzeń”

pozdrawiam, Maciej Gacek

I drugim mailem  Maciej tak powiada – ” Z tym cytatem spotkałem się kiedyś w ebooku Wandy Łoskot” . Czyżby autor został rozpoznany?

A następnym mailem  dodał, że  się nie zrozumieliśmy. No cóż tak bywa najczęściej, właściwie zbyt często, że ludzie się nie rozumieją ale to temat na inną „wzniosłą”  okazję. Jego cytat, czyli Macieja, ten dotyczący historii Johna Trawolty, dopowiadam żeby nie było nieścisłości,  pochodzi od pani Wandy, która zaczerpnęła go już u źródła  cytując samego aktora. Skąd nie wiem ale to nie ma w tej chwili znaczenia,  autor mojego cytatu dalej pozostaje nieznany. I może ma tak pozostać – w tajemnicy.