Wpisy z Lipiec, 2014

Niewydrukowane zakończenie Regenezy

Ujrzał Jego Majestat.

– Boże, jaki Jesteś Wielki… Nieodgadniony… Bezgraniczny… Nieograniczony…

Był to czysty zachwyt do Stwórcy. Jednocześnie poczuł spokój i harmonię. Stany, które do tej pory nie były mu znane. Czuł miłość. Trwał, będąc już trwałym. Istniał w stanie, co żadnym słowem nazwać było niemożliwym. Nie potrzebował tego czynić. Kiedy spróbował sam myśleć, kiedy mózg włączał myślenie, kiedy koniecznie chciał przenieść doświadczenie do świata realnego jakby bojąc się – czy to będzie w ogóle możliwe – nagle wszystko znikało. Dlatego wycofał się, milczał i tylko obserwował. Pozostawał pięknem zadziwiony. Jednocześnie w tamtym stanie świadomości, w tamtej tożsamości, w tamtej przestrzeni – jakby wszystko wiedział.

-Ach, tak to jest – wyraził uznanie – rozumiał. – Chciał powąchać świat, spróbować, nasycić trzewiami. Urzeczony, wyszeptał: -Niebywale się czuję. Nie jestem w stanie tego opisać. Słowo jest zbyt płytkie.

Bo nie było litery, nie było wyrazu, nie istniało zdanie, które mogłoby to, czego doświadczał, opisać. Był mędrcem i nauczycielem – Człowiekiem uduchowionym. Przenikała go miłość i spokój. Stał w szatach  z bieli. Chodził niczym Apostoł, pięknem zadziwiony. Bezstronny, bez emocji – doświadczał i totalnie chłonął.  Sam będąc przekazem: miłości i harmonii czuł Jedność: siebie i Wszystkiego. Odkrył skarb, prawdziwe bogactwo istnienia oraz swoje miejsce na ziemi – odnalazł Życie. Uniósł ręce w stronę nieba.

– Moja wdzięczność jest wielka. Ty wiesz Panie jak jest wielka. Bardzo dziękuję za to co się stało.

A Stwórca odpowiedział:

– Idź i czyń co masz czynić…

– Dziękuję, bardzo dziękuję, będę – odpowiedział.

Co u żony?

– Co u żony?

– Gorąco, bardzo gorąco. Jest ubrana ale nie ma na sobie majteczek. Oddycha. To dla nas coś nowego. No i częściej się uśmiecha. Czasami wręcz promieniuje.

– Więc tak rodzi się otwarcie na siebie, wyzwala zagubiona namiętność, przywraca małżeńskie zobowiązanie, wraca bliskość, która nigdy taka nie była.

– Kto wie?

Kobieta dla męża, ojca i syna

Zdał sobie sprawę, że akurat ten mężczyzna potrzebuje subtelnej kobiety ale nie mógł takiej otrzymać, choć szukał – gdyż sam taki jeszcze nie był.

Dla niej i dla niego

Chciał jej powiedzieć, że pięknie wygląda…, stała, smukła i wytworna, subtelnie się uśmiechała…, ale ugryzł się w język. Zdał sobie sprawę, że dla niej – Kobiety Subtelnej, to nie był komplement.

Niczym na polskim weselu ktoś „bez znaczenia” wniósł rosół. Jakby podano do stołu. Zupa była z życzeniem „Jedzcie i się odwalcie”. Przestała Subtelnej smakować. Komunikat wyraźnie kłócił się z całością obrazu. Nie pasował do reszty, a jednak był prawdziwy. Jego drugie dno cicho szeptało:

-Szanuj siebie…

Dobrze by było, gdyby w tym momencie podziękowała. Właściwie, powinna powiedzieć w duchu :

– Dziękuję, bardzo dziękuję – ale Kobieta Subtelna tego jeszcze nie rozumiała.

Gdyby dalej sprawę objaśnić. Jakby nagle wzrosła Subtelnej świadomość, zapytać:

– Za co miała dziękować?

I w tym momencie Subtelna usłyszała w sobie pytanie. Była to myśl, która dla siebie samej z niewidomych powodów się wyrwała:

– Jak to mam dziękować za chamstwo, które mnie dotyka? Czyżbym siebie nie szanowała? Sama była nieświadomie chamska? Jednocześnie subtelna, wytworna i chamska? Co to za zestaw dobrodziejstw?

– Tak, dobrze to ujęłaś. Bo właśnie się dowiedziałaś, że  chamstwo  gdzieś w tobie się znajduje. Dlatego ta sytuacja była twoim udziałem. Niestety jesteś chamstwa dziedzicem. Ono ma swoją pierwotną przyczynę. Swe źródło. Jest nim grzech, czyli jakieś niestosowne wydarzenie, które twój przodek komuś uczynił. Czymś nie stosownym zniewolił.

– No dobrze – się zgodziła, co nie było takie oczywiste – ale co dalej, skoro już to wiem?

– Poproś, w tej chwili poproś, oczywiście jeśli czujesz to samo, o zneutralizowanie źródła chamstwa. I miej wiarę, że tak właśnie się stanie.