Wpisy z Styczeń, 2015

Tajemnica sakramentu

Zostań  śpiewem  gwiazdy i cudem tej Ziemi.

Głębia tym cenniejsza, gdy mniej o niej wiemy.

Będąc tajemnicą i Dzieckiem  Miłości.

Winnej daj raz jeszcze, zrodzić się w Jedności.

I niech moja księga czystą pozostanie.

Na dłużej nam starczy.

Siebie odkrywanie.

Lepiej

Widzę twoje piękno.
I nie wiem o jakie LEPIEJ tobie chodzi?
Kończę pytaniem.
Zostawiając brak odpowiedzi.

Kolacja

Ubierzesz się na kolację.
A Ja się w tobie odkryję.
Wspólnie stworzymy dla siebie.

Życia posiłek.

Handel

Zahandluj mym uczuciem.

Zniewól żebraczym  pragnieniem.

Przekaż siebie pod zastaw.

Kup mnie! Bardzo proszę.

Albo nie, zmieniłem zdanie.

Sprzedaj za grosze.

Ukaż prawdy starczym zgorzknieniem.

Prostytucja małżeńska

Mój kochany, proszę.
Zwróć na mnie uwagę.

I dotknij mnie.
Swym dotykiem.

W zamian, ja ciebie uwiodę.
Twoją kartą. Płatniczą.

Dotkniemy się złudzeniami.

Przypadkiem zrodzą się dzieci.

Co  skryte, w nas  pozostanie.

A życie? Razem, czy osobno?

W końcu jakie to ma znaczenie?

Jakoś tam, zleci.

Tak wypełni się małżeński sakrament.

Kłamstwem wypełnione życie.

Niczym ukryty testament.

Spadek dla naszych dzieci.

Przytul mnie

Przytul mnie mamo.
I przytul mnie matko.

Która z was ważniejsza?
Ta, co mnie rodziła?
Czy, która stworzyła?

Przytul mnie ojcze mój.
I przytul mnie  tato.

Który z was żałował?
Ten co wniósł w połowie?
Czy, który kształtował?

Przytul mnie kochanko ma.
I zostań mężatką.
Nie bądź moim ojcem!
Ani moją matką!

*

Synu mój! Czystą obecnością do ciebie się tulę.

Córko moja! Kocham  cię! Na ile pozwolisz.

W Ojcu, w Dziecku, w Matce, wierzę w was oboje.

W Jedności  i w Troje.

Statystyka

Wielki Kopulatorze! Następnym razem, kiedy będziesz swego rumaka dosiadał, do swoich pięciu godzin  ekspresji, dołóż moje pięć minut. Razem wyjdzie świetna statystyka.

Drogi Lwie! Kiedy przyjdzie na to pora właściwa, do swoich czterystu razy, dołóż mój szacunek i podziw. Razem wyjdzie niezła statystyka.

O Piękny i Wielce Umięśniony! W całej swej okazałości spójrz łaskawym okiem na moją cherlawość. Razem wyjdzie niezła statystyka.

Mój kochany Polityku! Zbawco Jedyny! Następnym razem, gdy otworzysz usta, do swojej szczerości dołóż moją nieszczerość. Razem wyjdzie niezła statystyka.

O Władzo Wszelaka! Ty Lokalna. Ty Wojewódzka i Ty Stołeczna! Proszę podziel się ze swym poddanym i ze wszech miar wielce głupim, najlepiej w telewizorze, swoją mądrością. Tak czy siak, wyjdzie niezła statystyka.

Pusta  Ideo!  Daj się mi uwieść, a doprawdy wyjdzie fajna statystyka.

Religio! Bądź prawdziwa. A  statystyka uzyska swoje matematyczne znaczenie.

Bogaczu, Królu Złoty! Pozwól biednemu żyć, a z niesprawiedliwości wyjdzie niezła statystyka.

Wielki Ekonomie! Wróć do swej nauki. Wszyscy na tym skorzystamy; a najbardziej: ty i statystyka.

Sędzio Sprawiedliwy! Władco Rzymski! Kiedy będziesz mnie sądził, to do swojej prawości dołóż moją nieprawość. Niech sama wyjdzie sprawiedliwa statystyka.

Wielce Miłosierny! W przyszłości, kiedy będziesz kochał, dołóż do swego, mój brak miłowania. I tak wyjdzie niezła statystyka.

Wielce Współczujący! Kolejnym razem kiedy swoją łaską będziesz tulił, dołóż do miłosierdzia swego, moją nieczułość. Wierzę. że wówczas wyjdzie dobra statystyka.

O Najwyższy! Kiedy będziesz gdzieś spoglądał z góry zobacz moją małość. Proszę, nie denerwuj się zbytnio, a okaż swą łaskawość dla mnie małego. Tak wyjdzie całkiem niezła statystyka.

Wielce Szacowny i Wysoce Szanowany! Kiedy przypadkiem i jakimś dziwnym trafem, powiedzmy niezwykłym zbiegiem okoliczności, będziesz swój szacunek okazywał, choć wiem, że i tak mnie nie zauważysz, a niech tam, niech wyjdzie jakaś statystyka.

Och Nieskazitelny, ach mój Selektywny! Przy następnej swej kontroli ujrzyj moje braki. A wyjdzie doskonała  statystyka.

O Wszechmogący, Wszechmocny i Wszechwładny! Dobrze, że mnie nie widzisz? Bo gdybyś na raz pozwolił siebie zobaczyć wyszłaby śmiertelna statystyka.

Ach Wszystkosłyszący! – Czy ty mnie statystycznie słyszysz? – Mój drogi, zbyt wielki szum w tobie, wielce mi  szkodzi.

W takim razie, Drogi Wszechwiedzący! Co wiesz o statystyce? – Niech Twój Zjednoczony Dom moim się stanie.

Jesteśmy

1   Kiedy jesteśmy? Kiedy jesteśmy! Wtedy jesteśmy.

2 – Chwilą jesteśmy. Otwarci jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

3 – Siłą jesteśmy. Szczerzy jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

4 – Radością jesteśmy. Wolni jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

5 – Dotykiem jesteśmy. Rozmową jesteśmy.Wtedy jesteśmy.

6 – Sobą jesteśmy. Harmonią jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

7 – Obecnością jesteśmy. Milczeniem jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

8 – Bezpieczni jesteśmy. Różni jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

9 – Dawaniem jesteśmy. Ze wszystkim jesteśmy. Wtedy jesteśmy.

Bal szalenców

Był Bal, na wiele par.

Emocji Bal.

Szaleństwa czar.

Na zatracenie lub ozdrowienie.

Na PRZEBUDZENIE.

*

Aktorzy teatru kukiełek życia byli prawdą ich  nieznanego istnienia.

Nieskończonym dziełem  grzechu ludzkiego barbarzyńskiego dziedzictwa.

Wszystkie pary były siebie wzajemnie warte.

 

*

I cóż z tego?

Dobrego czy też złego?

Złość i rozczarowanie – rozczarowanie i złość.

Bezsilność i złość – bezradność i złość.

Frustracja i złość.

Słabość to złość.

STOP! Kurwa mać! Dość!

*

Szedł Zdradzony ze Zdradzoną i Szalony z Szaloną.

Nadęty przybył z Wzdętą. Złośliwy  z dwiema:  Wredną i  Jędzą.

Ofiara przemknął z Wielceofiarną. Wrażliwy z Subtelną, choć marną.

Dokładny doglądał z Wprawą. Dziecinny igrał z Zabawą.

Pijany tańczył z Upojną. Złośliwy szturchał Upiorną.

Czarodziej nadszedł  z Oczarowaną. Kochanek, ze wszech miar, Pożądaną.

Złodziej brał Okradanej. Kłamca łgał Zakłamanej.

Chciwy wirował z Rządzą. Mściwy z Krzyczącą.

Dłużnik z wzajemnie Dłużną. Umysłu Dawca z Jałmużną.

Zły przyszedł z Wymyśloną. Niedobry a jakże, z Rozstrojoną.

Bogaty nabył Majętną (Zgrabną, Powabną, Młodą, no i oczywiście nad wyraz Piękną).
A Lichy balował z Biedną.

Przeklęty nadszedł z Wyklętą. Stuknięty przysiadł z Szurniętą.

Smutny pełzał ze Smutną. Tymczasem Rozrzutny, z Bałamutną.

Skazany z ukrytą Wadą. Chroniczny z Widoczną oraz Krytyczną i Objawioną.

Samotny kołysał się z Opuszczoną. Zabawny bawił  Nierozwiedzioną.

Obrońca krył Uciśnioną. Pogromca spał ze Zgwałconą.

Żałosny brykał z Pretensją. Oślizły z Gładką i Barwną; czasami z Gracją, niekiedy z Finezją.

Tłusty ze Śliczną i Zadbaną . Cyniczny z Publiczną i Zaniechaną.

Chory wirował z Chorą. Pokorny z tradycji Niedolą.

Malutki kręcił  Tyciutką. Porządny, a jakże z  Czyściutką.

Krzywdzący wodził Skrzywdzoną. Mocny z Upokorzoną.

Cuchnący przysiadł z Obawą. Wielebny z Prawą.

Strachliwy cierpiał z Okrutną. Tchórzliwy z Władczą i Absolutną.

Wierzący z cudzą Wiarą. Niewinny ze swą Karą.

 

 

Wieczerza

W pewnym domu odbywała się rodzinna uroczystość. Przybyli goście dobrani byli chwilą życia gości oraz gospodarzy spotkania.  Jedni byli znajomymi, inni pierwszy raz siebie na oczy zobaczyli. Oczywiście dla właścicieli imperzy nikt z przybyłych nie był obcy. Wszystkich znali, co prawda bardzo powierzchownie, to jednak śmiało można wyrazić nadzieję, że przybyłych na wieczerzę coś wspólnie z gospodarzami łączyło. Goście wyłącznie dla siebie byli  obcy i nic, prócz gospodarzy oraz uroczystości, ich nie łączyło. Każdy z nich miał inne zainteresowania, wiedzę, umiejętności, zdolności, namiętności czyli swojego życia historię.  W owym czasie jednak los sprawił, że w jednym miejscu się  spotkali.

Pośród gości był Mężczyzna. Człowiek dojrzały, na emeryturze i po przejściach. Nieznajomy przybył w towarzystwie partnerki – kobiety z przeszłością. Mężczyzna na pierwsze spojrzenie wyglądał na zaniedbanego starca, na którego uliczny przechodzień nie zwróciłby uwagi, a pełna wdzięków atrakcyjna kobieta, nawet się nie obejrzała.

Starszy pan większość czasu milczał. Słuchał. Kiedy towarzystwo było coraz bardziej podchmielone, on, choć nieśmiało, od czasu do czasu zabierał głos. Był subtelny i zdawkowy w słowie. Jednak jak już coś powiedział to, co wyraził, było co najmniej – nie banalne. W owym czasie czuło się w powietrzu niedostrzegalną mądrość. W pewnym momencie Mężczyzna został przez towarzystwo jakby bardziej zauważony. Nieoczekiwanie wysunął się na pierwszy plan. Poproszono go by zabrał głos. Nastała cisza, której nikt nie śmiał przerywać. A on zaczął tak:

– Kiedy znajduje się w towarzystwie, którego nie znam, to najpierw długo słucham. To słuchanie jest mi potrzebne żeby rozpoznać z kim mam do czynienia. Zabieram głos tylko wówczas kiedy widzę, że jestem słuchany, czyli, że to, co i o czym mam do powiedzenia jest dla słuchającego interesujące oraz wartościowe. Milknę natomiast i wycofuję się kiedy ktoś mi przerywa. Dostrzegam, że mój rozmówca wcale mnie nie słucha, jest najmądrzejszy i sam wszystko wie lepiej.

Jak widać  słucham z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że być może dla mojego słuchacza to o czym wspominam jest nieistotne. Wówczas szkoda mojego czasu na niepotrzebną polemikę i chory spór. To jak zmarnowanie swojej oraz rozmówcy energii. Wówczas para czyli wykonana praca idzie w gwizdek. Jest tylko głośno i donośnie. W takim towarzystwie moje słowa padną niczym ziarno na nieurodzajną glebę. Czasami jest jeszcze gorzej i trzeba milczeć z prostszego powodu iż z nie znanych mi bliżej powodów znalazłem się w niewłaściwym miejscu. Wówczas nie mam sensu rzucać pereł przed wieprze.

Drugi z powód mojego słuchania jest taki, że być może moja wiedza jest zbyt banalna w sprawie, którą poruszam, bo a nuż obok mnie znajduje się ktoś kto się lepiej na przedmiocie dyskusji zna. Wówczas, niejako z automatu, lepiej stać się uczniem i słuchać – korzystać z nauczania. Wtedy też dwie strony zyskują, ja jako uczeń, a nauczyciel, że ma kogo nauczać.

Po czym Mężczyzna zamilkł, a towarzystwo powróciło do dawnego szczebiotu.

Następna strona »