Wpisy z Luty, 2015

Ja, człowiek

akt 10

Zaczynam od końca;

Poematem.

Jak do siebie – wchodzę,

Frontowymi drzwiami,

Rodzinnego domu,

Bez widocznym wejściem.

*

Baczę, by poezją,

Nie być;

Niczym sztuki,

Rodziną – zastępczą.

*

To dziesiąty i ostatni akt.

Ja!

Dwie prawdy.

Jej i jego.

Każda siebie warta.

Nie warta obrony.

Ja!

Błąd – szalony:

Ukochany,

Najdroższy,

Z wybranych – najlepszy:

Otulony, bezpieczny,

I błogosławiony.

*

Zaniedbana Pani, zaniedbywała Pana.

Pani, była przez Pana zaniedbywana.

I Pan przez Panią był zaniedbany.

Razem siebie przeceniali.

Bycie wspólne – wyczerpali,

Odpychali;

Coś tam tylko – szanowali.

I oczekiwali – wzajem,

Od drugiego – jedno.

Tylko brudem przyciągali:

Niedorzeczni,

Sfrustrowani,

Pogmatwani.

Jak kurz zbity w kulę;

Splątani.

Podobnego – jedno.

*

Ja!

Chwała i pogarda – życia.

Ja!

Moje na wierzchu.

Niewinna ośmiornica,

Z głową dziecka,

Ja!

Tożsamości setki,

I miliony twarzy.

Mądrość dziwoląga,

W ramionach;

I cień – siebie,

Nieznane odbicia;

Rzeczywiste – urojone.

Ja!

Ucieczka – Wielka;

Gdzieś hen,

Przez granicę -Drogą,

Która we mnie jest,

Lecz Ja, nie wiem,

Że,

Gdzie?

I czy w ogóle..,

Życia test.

Mnie – bohatera!

Podróż,

Wielka,

Którego w domu,

Nie ma.

*

W chocholim tańcu,

Splątane:

Z uczuciem – świadomość

Ciało – z Emocjami,

I Świadomość – z Ciałem.

*

Starzy!

Mówiliśmy na rodziców,

Gdy byliśmy młodzi.

A tośmy idioci – młodzi,

Widzieliśmy siebie – staro,

Gdy byliśmy młodzi.

Kochani rodzice,

Przepraszam was,

I siebie,

Za krzywe spojrzenie,

No i za choroby,

A także za starość.

My!

Wiekiem dojrzali;

Ciałem, duchem – młodzi.

*

Pistolet ogromny;

Wielki – arsenałem duży,

Przyłożony do małżeńskiej skroni.

Ja!

Nie ruszam Ziemi,

Nie dotykam Nieba.

Cała walka na nic.

Ale też, nie o Nic.

Nie istnieję…,

Niczym pokój,

Kiedy nie ma, wojny.

Ja!

Bez pokoju i bez wojny;

Wolny.

Nie czuję się lepszy,

Kiedy jesteś gorsza;

Tyś, nowym dniem,

Życzliwa;

Dniem i nocą – czuła;

Wspólnie!

Z martwych żeśmy wstali;

Sobą wielkanocni;

Ty i Ja – Mocni.

*

Zraniłem oko prawe,

Leśnym  patyczkiem.

Niczym, bok przebiłem.

Rana boli bardzo,

I czerwienią łzawi,

Ale co tam, dzielnie znoszę.

Wiara moja – łzą,

Sama siebie,

Esencją swą – leczy,

A Ja! – „proszę”…,

W czystości,

Szczerze…,

Chociaż – nie,

Jeszcze – nie.

Póki co…, powoli,

Z Ziemi się podnoszę.

Puszczam łono Matki.

Pełzam; Jeszcze,

Na kolanach – proszę,

I mam żal do Ojca,

Że tak szybko odszedł.

I już we mnie został.

Ja!

Nie dobry;

Więc – nie umiem…,

Prosić – dobrze.

Zmieńmy to!

Wstaję z klęczek i,

Głowę podnoszę…

Mogę błagać, szukać, znosić;

Nic to nie da, gdy się prosi,

Niedoborem; wypełnionym,

Brudem własnych tożsamości.

Za mały to poziom,

Potencjał zbyt niski.

Proszę o właściwy;

Niby – bez powodu,

Jeszcze pokojowo,

Ale i nerwowo,

Proszę o skuteczny.

Proszę o możliwy;

Chwilą…,

Samoistny.

*

Jak Dziecka – Ty,

I Nauczyciela Ty…,

Czy też ja,

Kreacji boskiej,

Rezonansu Ton,

Prawy, no i – czysty.

*

Jeśli też chcesz?

To razem poprośmy…

W drugą stronę lustra,

Powoli – zerknijmy.

Jak niegdyś fotograf,

Zapraszam do ciemni.

Wtedy poznasz moje rozumienie,

Rozumieniem swoim,

Pewnej tajemnicy, jak i wielu związków;

Ulepionych nie przez siebie,

Z nieznanego bytu;

Licznych kultur:

Bajek, kultów oraz mitów,

I tragedii przodków – niczym plasteliny.

Jednak w czyjeś życie się nie wtrącam.

Po co chcieć rekiny łowić?

Chcesz zobaczyć swoje,

Wyznaj szczerze,

Gościu drogi!

I kochani gospodarze – siebie.

I ulepić niczym kotlet,

Jeszcze raz, lecz tym razem z dobrej,

Bo ze swojej czystej gliny?

Jeśli tak, bardzo proszę!

Uprzejmie posłużę,

I nie tylko Ja,

A nawet nie Ja,

Wokół Ciebie Służę.

Odtąd patrz co wewnątrz i na zewnątrz:

Przodzie, tyle – i bądź z boku,

Z dystansem do myśli,

Słów, do i od innych,

Refleksji od ciała,

I uczuć do siebie.

Ja! Nic.

Ja!

Bez strony.

*

Bez certyfikatu – nowy świat,

Świadectwem przemiany.

Nasze życie, święta księga.

Utulony – strach.

Ja!

Odtajniona rzeczywistość,

Ukazana prawda – zła,

Przeszłości dziedzictwa,

Jakie w sobie noszę.

No i dobra.

Ja!

Akt dziewiąty.

*

Z drzewa rodzinnego,

Niedaleko padło,

Od jabłoni – jabłko.

Nawracając z krętej drogi;

Z osobistym czarem,

Własnej świadomości w darze,

Zaszły wokół drzewa,

Niczym Jedna – Panie Trzy;

Wszystkie Matki,

Z Córeczkami w parze:

Miłość dla Miłości,

Wiara dla Wolności,

Nadzieja dla Siły.

Gdy je zobaczyli,

Krzyknęli Ojcowie,

„Zróbmy to” i podeszli bliżej,

I się pokłonili.

Synowie – też chcieli i naprzeciw,

Owym damom,

Z utajnienia wyszli;

Rozłożyli ręce,

Otworzyli serca,

Twarze rozchmurzyli.

Wreszcie byli razem – bliską.

Rodzinną rodziną.

*

Wówczas, jak Kochanek do Kochanki,

Mąż do Żony szeptał:

„Zostań  śpiewem  gwiazdy i cudem tej Ziemi.

Głębia tym cenniejsza, gdy mniej o niej wiemy.

Będąc tajemnicą i Dzieckiem Miłości,

Winnej daj raz jeszcze, zrodzić się w Jedności.

I niech moja księga czystą pozostanie.

Na dłużej nam starczy,

Siebie odkrywanie.”

akt 0

Powierzam tym, którzy chcą zmiany,

Czytając choćby wiele razy,

Poznać prawdy treść,

I pieśń duszy swej,

REGENEZY,

Idąc Drogą.

Ja,

Zero,

Zapraszam.

Lecz najpierw,

Pójdźmy słabościami,

Za potrzebą, w mroki losu,

Krętą, pośród bagna, ścieżką.

Za co, uprzedzając z góry i równiny,

Przepraszam.

*

Jednak nie omieszkam,

Choć, ze znieczuleniem,

I nie tylko słowem – Istotę,

Przefiltrować, odcedzić;

I na wierzch – wydobyć.

*

Popłyniemy,

Nurtem dwojga rzek – Genezy.

Naprzeciw – pod prąd,

Do końca;

A ujrzymy wiele małych rzek,

Dwie zasilające.

Aż dotrzemy,

Gdzieś na źródła kres,

Pięknej Czerni,

Ale też,

Do Ogrodów Słońca.

Wtedy – zawrócimy.

Jedni.

*

I będziemy…,

W zdrowiu,

Co potrzebne – mieć.

Nie dla siebie – żyć.

 

Pełny tekst w wersji drukowanej nakładem Wydawnictwa Regeneza dostępny na http://www.andrzejhanisz.pl/ksiazki/ja-czlowiek