Wpisy z Grudzień, 2015

Staruszka

Staruszka siedziała samotnie nad rzeką. Tafla wody, niczym lustro odbijała jej stare, zniszczone życiem oblicze. Staruszka nie wiedziała czemu jest stara. Uznawała starość za coś zwyczajnego i normalnego. W jej świecie wszyscy tacy byli. Wszyscy w jej wieku wyglądali podobnie. Staruszka powtarzała – przecież takie jest życie, taka jest kolej losu każdego. Nie mogę zmienić niemożliwego. Nie mogę zmienić swojego życia. Nie mogę odwrócić swojego losu. Nagle jej Obecność przerwało niecodzienne spotkanie. Obok niej pojawiła się młoda, wchodząca w dorosłe życie, Dziewczyna. Młoda Dziewczyna spojrzała na Staruszkę, a Staruszka spojrzała na Młodą Dziewczynę.

– Ty masz sześćdziesiąt lat – powiedziała Młoda Dziewczyna do Staruszki – a ja sto pięćdziesiąt. Staruszka była wyraźnie zdumiona. Tajemnicza prawda Młodej Dziewczyny, jaką zawierała w sobie Młoda Dziewczyna, ją zaszokowała. Można powiedzieć, że Staruszka, Młodej Dziewczynie, nie uwierzyła; bowiem, w takim samym stopniu nie znała powodów swojej starości, w jakim sekretu młodości Młodej Dziewczyny.

– Chwyć mnie za ręce – powiedziała Młoda Dziewczyna do Staruszki. – Uwierz w to co widzisz i poczuj mnie. Obie kobiety chwyciły się za ręce, a nieznany Wir, w Świadomości jak i Ciele Starej, zawirował. Wirowanie chwilę trwało. Powiedzmy, że tyle ile było dla całej sprawy potrzebne. Bezstronnemu obserwatorowi, który stał gdzieś z boku, i przyglądał się Sprawie Starości Staruszki – a stał tylko dlatego, żeby móc tą historię czytającemu opowiedzieć – wydawało się, że Wir zabiera ze Staruszki jej własne powody i tajemnice starości. Było to nieznane, utajnione Staruszki grzeszne dziedzictwo, o którym Staruszka nie miała zielonego pojęcia. Jej własne, ale co trzeba szczerze przyznać, nieuświadomione dziedzictwo – dlatego można śmiało powiedzieć, że nie było jej własnym – po prostu mieszkało w jej ciele wraz z nią aż do teraz. Kiedy Staruszka się ocknęła, była już sama. Młoda Dziewczyna gdzieś zniknęła. Staruszka Spojrzała w lustro wody i ujrzała Kobietę Młodą. Stala się prawdą swojego nowego istnienia.

To COŚ

Jest bezpłciowe.
Zwie się Coś.
Bezimienne, niczym Oni.
Jakby Ktoś.

Drżące całe, szlochające,
Przestawione, przełożone,
Podzielone, pomnożone,
Przemęczone, wystraszone.
Odrzucone.

Silne – swoją bezwzględnością.
Mocne – własną niemożnością.
Chaotyczne – bezradnością.

Jego Wola – bez znaczenia, bo
Jej nie ma.

*

Przeszłości dziedziczonym śladem,

Z tajemnicą, ku przyszłości zmierzam.

W pogoni za Mitem, marzeniami  kroczę

I broczę, krwi władzy – Ideą.

*

Wiatr mnie owiał,
Deszcz zamoczył.
W rzece Czasu Pędzącego
Zegar stanął, rozkruszyło lustro.
Dzisiaj życia się nie lękam.
Żyję wtedy, gdy współczuję,

Współpracuje, wspieram – widzę.

Nie, gdy pełzam i się żalę,
Nie gdy błagam, nie, gdy klękam.

 

*

Powoli,

Stopniami,

Jak drogą do nieba,

W świecie moim – wolnym,
Mocą zaistniałej Woli,
Inny obraz się rodzi:
Barwny, żywy – cichy i spokojny.

To Coś, jak Wir – Teraz.
A moje odrodzenie
Istotą Największego Daru,

Matki zrodzonej z Miłości.

I Ja, z jej Córką w parze.
Ona ze mną: Przyjaciółką
Kochanką, Partnerką i Mężatką,

Moją odpowiedzią…

*

Cudów – cud.

Z ciszy Punktu Zero

Uwolniony trud.

My!

Związek: Ciał, Słów i Dusz.

Małżeństwem – nie za karę, ale

W życia Darze.