Meloman

Meloman słuchał muzyki. Analogowej. Z czarnego krążka. Ze swojej przeogromnej kolekcji wybierał repertuar stosowny do chwili. Zazwyczaj kojący. Muzyka z gramofonu była beztroska w wypowiedzi i dla uczuć – czuła, rzecz jasna namiętna  – nie bogata w słowach.

Meloman jednak miał poważną wadę słuchu, o której nie wiedział. Owa wada, z jednej strony wcale wadą nie była, a wręcz była dla Melomana zbawienna. W swoim przejawie jego ucho filtrowało wszystkie trzaski i szumy jakie wydobywa igła gramofonu w przypadku odtwarzania bardzo starej i mocno zabrudzonej płyty. Dlatego Meloman, wydawało by się, że bez uszczerbku dla siebie,  mógł słuchać nawet mocno zniszczone płyty. Któż to wie, być może dlatego wręcz nie dbał o nie,  a nawet skupował stare – za grosze i nie przez siebie, a przez innych melomanów zniszczone.

Meloman słuchał, latami słuchał. A w ciągu swojego życia zgromadził nawet bogatą kolekcję. Jego kolekcja, dla Istoty bez owej wady słuchu: skrzypiała, szumiała, trzaskała, szarpała, wrzeszczała, odpychała, odrażała, odstraszała – a nawet śmierdziała. Była chora, stara, zużyta i nie do zniesienia. Wszystko to dominowało nad treścią przekazu i miało nad nią ukrytą dla Melomana władzę. Albo to, co miało władze było tak naprawdę prawdziwą treścią kolekcji.  Niektóre płyty były tak zniszczone, że igła przeskakiwała. W kółko, w swoim własnym zapętleniu, powtarzając przypadkowy kawałek, co Melomanowi wcale nie przeszkadzało, wszak lubił powtórki.

Pewnego razu wydarzył się cud. I był to Cud Pierwszy.  Wtedy Meloman usłyszał trzaski. Nagle zrozumiał, że tego przecież – nie da się słuchać. Był zadziwiony, że do tej pory sam tego nie słyszał. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i wymienić kolekcję na nową. Trochę się zmartwił bo w zamian kupił tylko jedną płytę ale za to nową. Teraz z płyty gramofony dało się słyszeć – niczym nie zmąconą subtelną, wyrafinowaną muzykę, którą Meloman zaczął się bezustannie raczyć – aż do zajechania czyli znudzenia.

Kiedy zapragnął czegoś nowego, poprosił o płytę dla niego właściwą – i to był Cud drugi. Jakby zrozumiał, że sam nie wie – czego chce, a kiedy wie, to czemu chce i czego tak naprewdę potrzebuje?  Meloman zasnął, a kiedy się ze snu przebudził – ujrzał prezent. Jak się można domyśleć, była to Płyta. Z należyta czcią, z jaką zachowuje się zwykle meloman, umieścił płytę w gramofonie. Po czym zasiadł wygodnie w fotelu i usłyszał.., nie, nie – co jest! Nic nie usłyszał.

Słyszał bowiem – Ciszę… Ta płyta była czysta, niczym nie zapisana.

Początkowo nieco się zdziwił. Nawet myślał, że Nieznany Darczyńca zrobił go w konia, oszukał.  Jednak już po chwili w jego świecie wydarzył się Cud Trzeci –  Meloman poczuł się ze sobą dobrze.

Zainspirował Cię ten wpis?
Podziel się ze znajomymi:

0 Komentarzy

Nie ma jeszcze komentarzy

Twój komentarz