Wpisy z kategorii 'Coaching dla Biznesu'

If you don’t transform – you die

To nieco prowokacyjne stwierdzenie jest przyczynkiem do moich rozważań o coachingu.

Refleksja jest sensowna, bo odkrywam, że sam coaching jest procesem dla wielu, tak naprawdę, nieznanym i wiele osób ma o nim, z różnych powodów, fałszywą lub niepełną wiedzę.

Jest to rozważanie bardzo subiektywne i wynikające z moich wieloletnich doświadczeń i obserwacji.

Skąd w Polsce bierze się zamieszanie. Myślę, że z tzw life coachingu, czyli coachingu życiowego, który bardzo często wkracza w obszar terapii, bezpośredniego wpływu różnych szkół osobistej zmiany np. NLP, jak i wymądrzania samych coachów i klientów.

Jednak najpierw parę słów o coachingu tak jak go pojmuje.

Coaching, to w najbardziej eleganckiej formie osiąganie nowych rezultatów: osobistych, zawodowych i biznesowych. Planowanych i nieplanowanych – bo ukrytych w Twoim potencjale.

Coaching to wykraczanie poza dotychczasowe ramy, stwarzanie nowej wizji i nowej tożsamości siebie i organizacji.

Coaching to rozwój osobisty i organizacyjny wspierający wydajność i relacje.

Coaching to też niekończący się proces. Ciągła transformacja osób i zespołów pozwalający kreować nową rzeczywistość i przyszłość tak, by niemożliwe stało się możliwym. Coaching powinien trwać jeden rok tak żeby osadzić na stałe zmiany, które rodzą zmiany– nazwijmy to transformacją systemową.

Coaching to, po odkryciu marzeń i misji (przeznaczenia), stworzeniu jakby nieosiągalnej wizji przyszłości i działanie zgodnie strategią pojęcia określanego słowem sukces.

Coaching jest kompilacją umiejętności zawodowych coacha, co absolutnie nie idzie w parze z ilością ukończonych kursów czy też przynależnością do organizacji zrzeszających coachów.

Coaching może być zarówno negatywny jak i pozytywny, i oba mogą prowadzić do wzrostu.

Coaching polega na specyficznej rozmowie nastawionej na cel klienta i umiejętnym zadawaniu pytań przez coacha, w taki sposób, byś osiągnął zmianę i doszedł do tego sam. To najczęściej jest poziom zmiany na poziomie przekonań, bo właśnie przekonania determinują i stwarzają w wielu obszarach Ciebie.

Coaching dotykać powinien tylko pewnej określonej sfery życia zawodowego i osobistego wyłączając poziomy rozwoju duchowego (chyba, że coach jest prawdziwym nauczycielem duchowym), uzdrawiania, leczenia, i terapii. Coachowie, którzy zapuszczają się w te obszary niestety nie wiedzą co czynią. Skutki bywają opłakane zarówno dla klienta jak i dla coacha. Moja dzisiejsza wiedza podpowiada mi, że dotyczy to również niedoświadczonych terapeutów.

To biznes zrodził coaching! Nie odwrotnie i choć w końcu nie ma to żadnego znaczenia co było pierwsze jajko czy kura, life coaching jest tak samo potrzebny jak i coaching biznesowy. Powiem więcej, że coaching życiowy wzbogacił i wzbogaca coaching biznesowy, i odwrotnie.

Coaching był od zawsze, tylko tak się nie nazywał. W pewnej chwili, kiedy w głowach założycieli rodziła się jego istota, kiedy wszystko sensownie sobie poukładali, zastanowili się jak teraz to sprzedać, a żeby coś sprzedać to trzeba temu czemuś nadać nazwę i tak zrodził się coaching, który dalej już pod tą nazwą transformuje i rozwija jako samodzielna dyscyplina.

Podobnie zresztą zrodziło się NLP i inne szkoły i metody transformacji. Najczęściej metoda jest realizacją siebie jej autora i w tym sensie nie jest idealnie do powtórzenia. Mam na myśli, że nawet gdy się nauczysz jakiejś metody to i tak będziesz to robił po swojemu, i w tym sensie jest to już Twoja metoda.

To jakie coach zastosuje narzędzia jest całkowicie bez znaczenia. Najczęściej coach stosuje narzędzia swojej szkoły i te, które odpowiadają jego wyczuciem najlepiej w określonej sytuacji coachingowej. Chodzi o to żeby klient osiągał zamierzone rezultaty, a te żeby były zgodne z jego misją życia lub jak wolisz przeznaczeniem.

Każdy potrzebuje coacha! Każdy kto chce przekraczać i zmieniać siebie, i świat, a dokładając tezę, że życie ( w tym ciele) jest jedno, z czym się pewnie zgodzisz, a podział na życie zawodowe i osobiste jest sztuczny, to ludzie chcą, po prostu, rozwoju Siebie. Oczywiście rozwój siebie będzie oznaczał dla każdego coś innego. Dlatego też w różnym czasie Twojego rozwoju spotykał będziesz właściwych coachów.

Każdy jest coachem! Tak właśnie jest. Różnica między zawodowstwem i amatorstwem wynika z tego, ze zawodowiec bierze za to pieniądze i inni chętnie mu za to płacą, i powinien mieć w związku z tym znacznie większą wiedzę potwierdzoną umiejętnościami, zdolnościami i predyspozycjami. Nie zawsze tak się dzieje. Często amatorzy są doskonałymi coachami, a zawodowcy, odwrotnie. Dobry coach wywołuje transformacje a jego status nie ma znaczenia..

Coach spełnia różne role! Przewodnika i opiekuna, przyjaciela i kolegi, nauczyciela i ucznia, mistrza i stażysty, mentora, lustra, budzącego ze snu, wyzwalającego i transformującego zmianę.

Coach potrzebuje umieć słyszeć, jak i sam być uczniem. Kogo zapytasz? Tego, co jest jego nauczycielem.

Coach nie może dokonać zmiany, której nie chcesz! Niemniej może powstrzymać przed niekorzystną zmianą.

Coraz więcej osób uczy się coachingu. Coraz więcej osób doświadcza coachingu. Coraz więcej osób czyta o coachingu. Tak rodzi się też rynek coachingu, którego produktem jest grupa zawodowa o nazwie coach.

W biznesie mamy dwa rodzaje coachów. Coach wewnętrzny (lider) i coach zewnętrzny (trener – freelancer)

Coach wewnętrzny to najczęściej Twój przełożony, manager, szef, wyjątkowy pracodawca. Nauczyciel uczący zawodu, wprowadzający do zawodu i firmy. Opiekun i partner. Dostawca i wyzwoliciel inspiracji. W tym właśnie znaczeniu coaching istniał od zawsze. Coach wewnętrzny jest z tej samej organizacji co Ty.

Coach zewnętrzny to właśnie ktoś taki jak coach AMH Coaching.( www.andrzejhanisz.pl , www.amhcoaching.pl) Freelancer spoglądający na Ciebie, Twoją firmę, Twoja karierę z zewnątrz, byś mógł zobaczyć to czego jeszcze nie widzisz. Wyzwolić prawdziwą zmianę. To też nauczyciel coachingu.

Wracając do postawionej wcześniej tezy, że life coaching o tyle wzbogacił co i namieszał. Dlaczego? Ponieważ jest bardziej popularny. Jest znacznie więcej szkoleń dotyczących rozwoju osobistego, terapii, NLP. W Internecie promowana jest niezliczona ilość kursów, metod i narzędzi zmiany, które same w sobie mogą być ok., jednak samo przyswojenie materiału i parodniowa praktyka mistrza nie czyni. Właśnie po takim przygotowaniu są najczęściej coachowie, a metoda pracy i nauki coachingu z kursu na kurs czyni w głowie adepta coachingu coraz większy bałagan.

Istnieją też szkoły coachingu. Pewnie jak to w życiu jedne są dobre inne takie sobie. Szkoły wypuszczają absolwentów, ale pytanie czy kończąc taki kurs możesz być dobrym coachem?

Oglądałem w telewizji wypowiedź bardzo zacnego starszego i bardzo, bardzo znanego człowieka i lekarza. Stwierdził, że lekarz po studiach, choć czuje się lekarzem – ma tożsamość lekarza, tak naprawdę nie jest żadnym lekarzem. Lata praktyki uświadamiają mu dopiero ogrom niewiedzy. Lata praktyki uczą też pokory. Trzeba wielu, wielu lat wzrostu zawodowego i ludzkiego poprzez praktykę, wyrzeczenia, świadomy trud, zaangażowanie, wręcz cierpienie, by móc śmiało powiedzieć Jestem lekarzem.

Sądzę, że to samo dotyczy każdego zawodu związanego z pracą z ludźmi: psychologów, terapeutów, duchownych, lekarzy czy też dobrych coachów ale i, a może przede wszystkim, pracodawców, przedsiębiorców, nauczycieli, liderów, przywódców. Oni też są coachami.

Jakość Człowiecza, takie sformułowanie do mnie przyszło, na określenie behawioralnych cech determinujących nas ludzi.

I skoro Twoja Jakość Człowiecza jest wysoka i ciągle wzrasta to ona wyznacza poziom Twojego coachingu. Staje się wyznacznikiem Twojej jakości i klasy.

Life coaching dotyczy bezpośrednio osoby i praca w tych obszarach jest sporym wyzwaniem i odpowiedzialnością. Coachowi może wydawać się, że pomaga. Klient może tak samo czuć a jednak rezultaty mogą być przeciwne. Czy coach, wielopoziomowo, może ujrzeć prawdziwe skutki swoich działań w chwili coachingu? Jest to dane tylko nielicznym.

Na podstawowym poziomie coaching życiowy jest łatwy w porównaniu z coachingiem biznesowym i być może dlatego wiele początkujących adeptów coachingu zachwyca się możliwością szybkiej pomocy i błyskawicznej zmiany, błyskawicznej transformacji. Jednak kiedy wiesz więcej to nie jest to takie oczywiste. Kiedy coach widzi potencjalne zagrożenia a czasami więzy ludzkiego przeznaczenia ,to może albo zrezygnować z danego coachingu albo wręcz zrezygnować z zawodu lub przetransformować jego jakość.

W coachingu biznesowym chodzi o uzyskanie wymiernych i mierzalnych rezultatów. W coachingu życiowym miara jest bardziej umowna. Jak wspomniałem życie w tym ciele jest jedno. Dobry coach powinien więc posiadać umiejętności obydwu obszarów i mieć intuicje kiedy, i jak je stosować. Musi też być zgoda i chęć, najlepiej nieodparta chęć klienta na sam proces zmiany.

Dobry coach to coach transformacyjny, wykraczający poza te dwa obszary i świadomie unikający definicyjnego podziału. Po prostu jego coaching jest na jak najwyższym poziomie. Dobry coaching zadziwia nie tylko Ciebie ale i coacha.

Dobry coach używa wyłącznie języka klienta, bez nomenklaturowych fajerwerków i do tego ucząc klienta co dla niego dane jego słowa i zdania znaczą.

Coach transformacyjny przekracza wspólnie z klientem Horyzont Zdarzeń i tym też może stać się coaching. Czego Tobie życzę. Przekraczaj siebie w dobrym towarzystwie. Towarzystwie transformujących Coachów.

Andrzej Mariusz Hanisz

Przypisy:
1. If you don’t transform – you die. Jeśli się nie przemieniasz, umierasz.
2. Nie wiedzą co czynią – słynne słowa Jezusa Chrystusa
3. Horyzont Zdarzeń – termin wprowadzony przez Nassima Harameina

Przerwany sen

Sen przerwał dzwonek telefonu. Dzwonił, kolega, przyjaciel. Znaczy…Koniec wakacji…

Jak Forex? Zapytałem.

Erazm, bo tak ma na imię,  poświęcił cały swój zawodowy czas, rynkom kapitałowym. Jest to też jego sposób zarobkowania.

Wiem, że nauka kosztowało go sporo. Sporo czasu. Dwa lata, po prawie osiem godzin codziennej praktyki. Dodam, że przedtem już opanował warszawski parkiet, czyli GPW.

Będąc biegłym księgowym poznał analizy: techniczną,  fundamentalna przedsiębiorstw, a czytanie bilansu, rachunku zysków i strat sprawiało mu taką samą przyjemność jak mi czytanie Lalki lub sesji terapeutycznych.

Swoją drogą zboczenia doprawdy mają różne odcienie. Erazm odczuwa radość obserwując wykresy i to na paru monitorach. Niczym trzy orgazmy naraz.

Ta nauka to też  całkiem sporo kasy. Dość drogi kurs, powiedzmy za co najmniej pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Kiedy nawiązałem do Forexu, Erazm, rozentuzjazmowany stwierdził…Wiesz, odkryłem coś bardzo, bardzo ważnego.

Wowww… Co?

Jeśli Jesteś zdenerwowany, odpuść sobie. Po prostu w tym dniu weź sobie wolne i nie idź do pracy.

Wniosek, niby banalny. Jednak ten wniosek nie był wiedzą, był uświadomieniem i to jest ta różnica, która czyni różnicę.

W tym przypadku różnica między wiedzą a uświadomieniem jest taka, jakbyś myślał że umiesz grać w pokera, ale do tej  pory grałeś w pokera na żetony i całkiem dobrze opanowałeś zasady, albo taka sama, jak gra na giełdzie nie swoimi lub  fikcyjnymi pieniędzmi.

Tą złotą myśl, która wówczas tylko ma wartość, kiedy sam tego doświadczasz, wiesz o co chodzi, można rozciągnąć, na wiele dziedzin życia.

Kiedy idziesz do pracy i źle się czujesz, to jest prawie pewne, że będziesz kiepskim pracownikiem. Twoje decyzje będą po prostu takie sobie albo złe.

Kiedy, będąc przedsiębiorcą,  w złym stanie emocjonalnym ruszasz na spotkanie z rynkiem, to wiedz, że rynek ci przywali.

Słowem Twój stan jest najważniejszy. Stan to podstawa wszystkiego. To podstawa Twojego sukcesu. Oczywiście zakładam, że umiejętności masz lub je cały czas doskonalisz.

Jednak cóż po umiejętnościach, kiedy jesteś w kiepskim stanie emocjonalnym.

W sierpniu byłem tydzień czasu na obozie Tay- Chi zorganizowanym przez Mariusza Sroczyńskiego, i w tym miejscu serdecznie  dziękuję Tobie Mariusz,  za  wiedzę, umiejętności, i to, że stworzyłeś wartościową wartość. www.ymaawarszawa.prv.pl

Przez siedem dni w tygodniu, codziennie o 7 45, Mariusz uczył nas…jednego ruchu. Ten ruch zawierał się w przedziale pomiędzy… rozkrokiem. Takie od i do. Optymalne od i optymalne do, a właściwie ćwiczyliśmy to tak długo by stawało się optymalne i przeszło do nieuświadomionej somatycznej kompetencji.

Potem była jeszcze noc tysiąca powtórzeń. Czyli, powtarzanie jednego ruch przez dwie i pół godziny, tysiąc razy. Kiedy przyjechałem do domu już samodzielnie ćwiczyłem ten ruch wielokrotnie i wiem, że dalej nie jest doskonały. Cóż, doskonałość, to po prostu, lata praktyki, lata ćwiczeń, lata powtórzeń.

W obrębie tego ruchu nasze ciało, było pozycjonowane tak, by  w każdej chwili uzyskać zamierzony, optymalny  rezultat (elegancja ruchu, siła uderzenia, koncentracja, wyluzowanie).

Ten ruch jest  dla mnie kinestetyczna metaforą, czegoś co Richard Bandler zawiera w pytaniu uważaj ile przyjemności jesteś w stanie wytrzymać?

Po drugiej stronie, tego pytania jest pytanie, uważaj ile nieprzyjemności jesteś w stanie doświadczyć, ze skutkiem dla ciebie obojętnym.

I tak balansujemy w życiu pomiędzy przyjemnością i nieprzyjemnością, i ci, którzy posiedli taką umiejętność, by był to proces kontrolowany w granicach spodziewanego ryzyka, spodziewanej straty, odnoszą sukcesy. Skuteczni przedsiębiorcy po prostu kontrolują ryzyko, czyli wiedzą ile mogą stracić a ile zyskać.

Są ugruntowani, niczym mistrzowie Tay-Chi i nic, i nikt,  nie jest w stanie ich wytrącić z równowagi. Równowagi, emocjonalnej, somatycznej, energetycznej, duchowej W każdej chwili mają dostęp do swoich zasobów.

Zawsze wiedzą co zrobić i choć nie wiedzą jaki będzie ich kolejny ruch, wiedzą, że jakiś będzie. Przeciwnik im to podpowie, gdyż wiedzą, że mają to po prostu i zwyczajnie wyćwiczone. Mają kompetencje. Mają zasoby.

Czym są zasoby, zapytasz? Najkrócej, zasoby to Twoje kompetencje.

To twoja wiedza, twoje umiejętności. To zdolność do skorzystania z wiedzy i z umiejętności innych. To tworzenie nowych możliwości, tam gdzie innym wydaje się to niemożliwe.

Generalnie mistrzowie  to ludzie nienormalni i  idący mało uczęszczanym  lub w ogóle nieprzetartym szlakiem. To ludzie powtarzający te same czynności, aż do chwili kiedy  zrobią to dobrze.

To samo, ale nie tak samo.

To ludzie typu Wańka Wstańka.

Trzeba  wielu powtórzeń, by doskonalić umiejętności, i że każda powtórka  eliminuje błąd poprzedniego ruchu.

Japończycy wymyślili cudowne słowo i metodę,  Kajzen. Kupili technologię, po czym ją udoskonalali, cały czas udoskonalali, bo Kazein, to proces, który się nie kończy.

Widać więc, że oprócz powtórzeń potrzeba też uważności, a uważność to obserwacja siebie na bardzo wielu poziomach. Gurgijew, powtarzał  Uspieńskiemu, obserwuj siebie.

W NLP, taka postawa, określana jest pozycja obserwatora.

Cóż łatwiej powiedzieć trudniej wykonać, a jeszcze łatwiej zapomnieć, by stale obserwować siebie.

Jednak mój inny  serdeczny kolega znalazł na to skuteczne rozwiązanie. Powiedział, kup sobie kamerę i nagrywaj siebie. Nagrywaj siebie jak rozmawiasz z partnerką, partnerem.

Nagrywaj siebie w procesach, relacjach, umiejętnościach, które chcesz doskonalić.

Pewnie zdziwisz się, widząc na przykład siebie w rozmowie z partnerką i jak w zwolnionym tempie zauważasz moment wybuchu awantury, i dowiadujesz się, co ją wywołało, i jak już to odkryjesz, to możesz zmienić. Tak możesz zmieniać siebie, a dokładniej swoje zachowania.

Stopień zastosowania obserwacji siebie  przy pomocy kamery jest przeogromny. Dzisiaj, to niegdyś drogie narzędzie, jest praktycznie w każdym domu.

I zapewniam Ciebie, że

jest absolutnie jedną z najlepszych technik doskonalenia siebie. Prawdziwa, obiektywna obserwacja siebie.

To dzisiejsza technologia osiągania mistrzostwa.

Mistrzostwa, którego Tobie i sobie życzę, by…

ZOSTAĆ NAJKLEPSZYM SWOIM WYDANIEM!!!

P.s.
Nie koniec wakacji. Żartowałem. Całe życie to wakacje. Pomiędzy nie-życiem.

Oczywiście, kamerę kupiłem, sporo nagrywam i się z tego uczę.

Nie przywiązuj się do rezultatów

Czyli rzecz o przedsiębiorczości i efektywności.

Nie wiedziałem jak wygląda. Umówił nas znajomy. Kiedy Go ujrzałem poczulem, że to musi być On.

Rozmawiał z przechodniem na ulicy. Sprzedawał książki. Kiedy stanął sam, podszedłem. Widać z daleka, że Jesteś dobrym sprzedawcą…

Uśmiechnął się. Poszliśmy do mnie do domu. Rozmawialiśmy dwie godziny o …

Miał dwadzieścia dziewięć lat i widziałem przed sobą człowieka spokojnego, wrażliwego, spełnionego. Oświeconego.

Jesteś buddyjskim mnichem i świetnie sprzedajesz, a właściwie sprzedajesz i nauczasz. Łączysz, duchowość i nauczanie, z materią, handlem?

Tak, i nie przywiązuję wagi do rezultatów. Po prostu to robię.

Jeszcze długo w moich uszach dźwięczały te słowa buddyjskiej mądrości nie przywiązuj wagi do rezultatów.

Co to w praktyce naprawdę oznacza? Co to w oznacza w biznesie, gdzie jest stale mowa o celach, rezultatach, zadaniach, planowaniu…

Wreszcie odkryłem to dla siebie i przekazuję Tobie, gwarantując, że kiedy to naprawdę właściwie zrozumiesz, Twoje życie się zmieni.

Zrobię to na przykładzie. Powiedzmy, że jesteś sprzedawcą. Masz własną działalność gospodarczą i co dalej? Co robić, żeby być efektywnym?

Wymień dziesięć czynności, które robisz w ciągu dnia pracy. Podkreśl dwie. Zrobiłeś? To gratuluję. Właśnie odkryłeś co jest pracą w Twojej pracy. Właśnie odkryłeś, jak to robią mistrzowie.

A co z pozostałymi ośmioma czynnościami? Czy masz ich nie robić? Ależ tak masz je robić tylko ,że teraz na te dwie czynności przeznaczasz osiemdziesiąt, a na pozostałe dwadzieścia procent zawodowego czasu.

Teraz dopiero możesz prawdziwie nie przywiązywać się do rezultatów. Jesteś w dobrym stanie emocjonalnym, co jest podstawą. Robisz swoje i cieszysz się tym co robisz, a rezultaty?

Same przychodzą. Rezultaty to zwykła statystyka tych czynności, które przynoszą rezultaty.

Przypuśćmy, że co piąty klient od Ciebie kupuje. Więc jeżeli chcesz sprzedać trzy produkty to potrzebujesz spotkać się z piętnastoma klientami.

Teraz masz już tylko taki wybór. Co zrobić, żeby poprawić statystykę. Na przykład żeby kupował co trzeci klient. Powodzenia.

Za moment poznasz matrycę zarządzania czasem i sekret, na przykład Kamila Cebulskiego. Sekret, który tak naprawdę nie jest sekretem.

Widzisz cztery ćwiartki. Twoja efektywność determinowana jest przez postawę czyli koncentrowanie osiemdziesiąt procent swojego czasu na ćwiartce drugiej, czyli rzeczy ważnych i nie pilnych. Zapoznaj się z nią powoli i parę razy. Tak żeby dotarła waga przekazu.

pilne

nie pilne

I

AKTYWNOŚĆ

Gaszenie ognia – zarządzanie kryzysami;

Sprawy nie cierpiące zwłoki;

Zadania opatrzone datą realizacji.

II

Wszystko w tej ćwiartce powinno stać się przyjemną aktywnością.

Zapobieganie, przewidywanie, codzienna aktywność – również biznesowa;

Budowanie związku i tworzenie dobrych relacji.

Budowanie sieci i dobrych relacji biznesowych.

Szukanie nowych możliwości i dróg rozwoju firmy;

Programowanie, planowanie. Modelowanie ludzi sukcesu.

Nauka: czytanie książek, seminaria, wykłady, szkolenia, coaching, warsztaty.

Dbanie o zdrowie: gimnastyka, odpoczynek, relaks i sen o właściwej porze;

Rozwój intelektualny i duchowy.

III

AKTYWNOŚĆ

Niektóre telefony;

Pewne korespondencje, raporty;

Niektóre spotkania;

Najbliższe sprawy naglące;

Popularna aktywność.

IV

AKTYWNOŚĆ

Codzienność, zapracowanie;

Pewna korespondencja;

Pewne telefony;

Pożeracz czasu – ( telewizja, kiepskie filmy, nic nieznaczące rozmowy itd.);

Wątpliwe przyjemności (imprezy itp.)

ważne

nieważne

Być może w tej chwili Jesteś trochę zaskoczony. Zbyt długo siedziałeś w ćwiartce pierwszej albo trzeciej. Nie wspominając o czwartej.

I tutaj znowu działa słynna formuła 80/20. Kiedy w ćwiartce drugiej spędzać będziesz osiemdziesiąt procent czasu to śmiało możesz nie przywiązywać wagi do rezultatów.

Czego Tobie z całego serca życzę i pozdrawiam. A na koniec istotna uwaga – pytanie. W jakim stanie chcesz być, by móc nie przywiązywać się do rezultatów. Może lekkości, kreatywności, działania, koncentracji itd?

Osiągnij najpierw dla siebie ten stan. Poczuj całym sobą. Wszystkimi zmysłami. Wyłącz umysł, czyli wyłącz myśli i wyłącz też obrazy, i poczekaj na doznania.

Poczuj siebie. Poczuj stan w jakim będziesz, kiedy nie będziesz przywiązywał się do rezultatów. I miej to od zaraza. Masz ten stan a rezultaty?

Cóż, przyjdą same, takie na jakie zapracujesz ale przecież to nie od nich zależy twój stan, twoje samopoczucie. Ty już, przecież się czujesz dobrze. Prawda?

Energia Kochanka Trumpa

Leżała na półce dwa tygodnie i czekała… Na co? Pewnie na moje dostrojenie. Jednak, gdy ją wziąłem raz do ręki, to trzymałem do końca… Dlaczego?

Gdyż, jest w niej niezwykła siła, niezwykła energia, niezwykła prostota skomplikowanej materii…

Ta energia jest coachingiem dla mnie i dla Ciebie. Prawie darmowym, bo za 29,00. Reklamowana jest jako Drogowskaz Trumpa do autostrady sukcesu, a nosi tytuł Sukces mimo wszystko.

Jak zauważasz, mam na myśli książkę. Książkę niezwykłą, bo napisaną prostym, jasnym, krótkim słowem.

Zawiera filozofię, myśl, sposób działania zawarte w pigułce i jeżeli ją połkniesz to jakbyś modelował i zarazem doświadczył niezwykłego człowieka.

To rzecz o pasji. To rzecz o życiu pasją i robienia tego co się kocha robić.

To energia

Tak to jedno słowo najpełniej oddaje treść i  przesłanie książki.

Pozytywna energia. Bardzo, bardzo, bardzo szybka energia…Pęd ku przeznaczeniu…

Taką energię widuję u nielicznych… Taką energię czasami mają kochankowie. Kochankowie swoich wizji.

Bielszy odcień bieli

Pamiętasz Procol Harum i Garry Brookera, i te niezapomniane przeżycie kiedy słyszysz…, Bielszy odcień bieli, i zastanawiasz się, czy biel może być bielsza, czerń czarniejsza, szarość szarsza a kolory bardziej kolorowe?

To tak właśnie się dzieje, kiedy się budzisz, kiedy się budzisz do nowego i nieznanego, kiedy się przebudzasz. Kiedy nieznane zaczyna być znane i jesteś trochę zaskoczony, trochę zdziwiony, i czasami możesz czuć pustkę, do której czas Cię przyzwyczai. Czujesz, całym sobą,  nowy stan.

Stan uświadomienia.

Jest to nowe doznanie. Potrzebujesz więc czasu na jego akceptację, bo już nigdy, nie będzie tak jak dawniej.

A jak będzie? Spraw, żeby fascynująco. I ja tak właśnie się poczułem, wynikiem spotkania z Mariuszem, artystą i wolnomyślicielem, i filozofem (www.vegeart.pl) , a wybraliśmy się Drogą do Sławy. Droga do Sławy wiodła, linią brzegu a skrajem lasu, od Józefowa do Sławy. (Tak się metaforycznie złożyło).

Najprzód weszliśmy w stan rozszerzonej i podwyższonej świadomości. Widząc więcej, słysząc więcej i czując więcej.

Idąc, rozmawialiśmy, będąc wzajemnie dla siebie coachami. Każdy miał jakąś swoją intencję. Jaka była Mariusza, tego nie wiem. Wiem jaka była moja.

W Sławie siedliśmy na rynku i nic do siebie nie mówiąc – patrzyliśmy, rozumiejąc..,hmmm.., więcej..? Rozumiejąc czym jest sława. Rozumiejąc, niezrozumiałe. Rozumiejąc własne intencje i stając się jakby bardziej tym Kim chcemy być.

Dzięki więc Mariusz za drogę do Sławy…

I jeżeli, to co piszę wyda się Tobie  niezrozumiałe lub trochę niezrozumiale to i tak życzę Tobie Przebudzenia.

Doświadcz tego, bo to wznosi. Doświadcz, i może dotknij geniuszu. Swojego geniuszu.

To, taka koncepcja. Założenie, i zarazem przekonanie. Wiara, bo wiara ma dla Ciebie znaczenie cholernie praktyczne.

Warto więc bacznie zważać na swoje myśli, bo to one budują przekonania. Budują Ciebie i mnie, jeszcze rzecz najważniejsza  każda myśl jest Twoja z chwilą gdy o niej pomyślisz, i to jest moje największe uświadomienie.

Proste?

Proste, jak droga do sławy.

O strategiach, na wesoło.

Rozmawiałem z Kamilem Cebulskim (WWW.kcbe.pl) o sprawach różnych i jakoś tak wyszło ,że niechcący zdradził swoją strategie robienia zakupów. Opowiadał, że jak wchodzi  do domu handlowego po zakupy i są tam ruchome schody, to jakoś tak się dzieje, że dla niego schody jadą za wolno, więc zaczyna po nich wchodzić.

Sprawdzę pomyślałem, czy coś w tym może być interesującego. Jestem już w sklepie. Patrzę są … Wbiegam. W połowie stop!  Ktoś blokuje. Trochę tak, jak na filmie z Jasiem Fasolą, jak staruszek z laską blokuje przejście.

Jeszcze raz. Teraz czekam, żeby schody były bez ludzi. Jadę w góre i szybko idę. Na końcu mam jakby podwójną prędkość, swoją plus ruchomych schodów. Trzeba zwolnić. Zwalniam. Idę normalnie, ale coś się wydarzyło. Puls przyspieszył. Serce bije szybciej. Myśli w głowie pędzą jakby szybciej. Jestem w dynamicznym stanie załatw sprawę i żegnaj. Wszystko porusza się szybciej.

Powtarzam jazdę jeszcze dwa razy. Trochę to z boku śmiesznie wygląda, ale mam czas. Jestem na zakupach z żoną. Mężowie  wiedzą co to, na ogół, oznacza…

I co takiego odkryłem. Jeżeli chcesz zrobić  szybko zakupy powinieneś przed sklepem przyspieszyć. Powiedzmy, że ostatnie 60 metrów przed wejściem biegniesz . Potem  idziesz normalnie. Jesteś jednak już w innym stanie. Zmieniłeś fizjologię. Teraz wręcz musisz działać szybko. I to robisz.

Zmiana emocjonalno-fizjologicznego stanu przed jakimś zadaniem wydaje się sprawą zasadniczą. Warto więc wiedzieć jak tego dokonać. Na przykład potrzebujesz być skoncentrowany przy jakiejś pracy, ale jesteś np. roześmiany. Stan rozbawienia jest fajny, ale nie akurat do zadania, które chcesz wykonać.

Zmień więc stan przed. Jak? Najlepiej poprzez przypomnienie sobie podobnej chwili, i zmodelowanie siebie. Jak wtedy się zachowywałeś. Ujrzyj co wdziałeś, usłysz co słyszałeś, przybierz taka samą postawę i  co się stanie?

Wejdziesz automatycznie w pożądany stan. Tak warto czynić ze wszystkimi stanami. Trzeba to jednak ćwiczyć, żeby wiedzieć w ogóle o czym mówię. Doświadczyć tego samemu.

Miłej zabawy. Może nawet na ruchomych schodach. To w przypadku jeżeli chcesz zakupy zrobić bardzo szybko. Jeżeli, chcesz zrobić zakupy wolno, to przed wejściem do sklepu zwolnij, rozejrzyj się na około. Porozmawiaj z kimś i dopiero wejdź do sklepu.

Gdybym był właścicielem sklepu, to przed wejściem zrobiłbym atrakcyjny labirynt.

Czy zmiana dostawcy oznacza zmianę możliwości ?

Poszedłem po chleb i pytam, który jest dobry. Sprzedawca odpowiada ten jest dobry i ten jest dobry i tej jest dobry. Pytam więc, a gdyby Pan miał teraz kupić to jaki by Pan wybrał dla siebie?

A wie pan, ja kupuję codziennie inny.

Dobra koncepcja myślę. Jeżeli jedna piekarnia coś zepsuje lub coś dodaje czego nie chcesz, to tym samym zmniejszasz szansę zachorowania, kupując codziennie od innego piekarza a przy okazji orientujesz się lepiej w rynku pieczywa.

Bo wie pan, kontynuuje sprzedawca, to jest tak, kupujesz świetne wędliny u jednego rzeźnika, a za pół roku jakoś robią się gorsze więc idziesz do drugiego dobrego rzeźnika i tak w kółko.

Czy to oznacza, że natura chce nam coś podpowiedzieć? Ciekawe co to oznacza dla Ciebie?

Ciekawe co to oznacza dla przedsiębiorczości?

Tak na pewno to oznacza zmianę, a sama zmiana może spowodować rozwój.

Poznaj moc Imaginering!

To termin wymyślony przez Walta Disneya dla opisania procesu, którego używał do formułowania marzeń i przekształcania ich w rzeczywistość. Proces ten zwany jest strategią Disneya i został zmodelowany przez Roberta Diltsa. Osobiście sam proces znałem od wielu lat. Nawet stosowałem go. Miałem też okazję widzieć jak robi to sam Robert.

Jednak to wszystko nic! Prawdziwą siłę i jego niezwykłą moc poznałem przechodząc proces z Mariuszem realizując nowy dla nas projekt.

Strategia Disneya.

Było trzech Disneyów. Marzyciel, Realista i Krytyk. Przechodząc przez proces każdy stan musi odbywać się w innym miejscu. Najlepiej, gdy są to oddzielne pokoje. Jak my to robiliśmy? Marzycielami byliśmy w mieszkaniu Mariusza. Realistami u mnie w biurze. Krytykami w opuszczonym, zakurzonym biurze pełnym starych papierów, podobnym bardziej do wysypiska śmieci niż do biura.

Marzyciel– wyobraź sobie co jest możliwe. Wchodząc w stan kreatywności puść wodze całkowitej fantazji. Śnij na jawie. Stwórz świat , do którego ludzie chcą przynależeć. Marzenie to początek pracy twórczej. Zobacz wiele możliwości. Stwórz wiele rozwiązań i wyborów. Kreuj formy i kształty rozwiązań. Czyń cuda. Zobacz pasmo niezwykłych przygód. Niech temat sam się rozrasta i płynie. Zobacz jego piękno. Usiądź wygodnie. Wyprostuj się. Przyjmij wygodną odprężona pozycję. Zanim zaczniesz, przypomnij sobie chwile, kiedy byłeś w takim stanie. Wejdź do nory Alicji.

Marzycielami byliśmy ponad dwie godziny i już w tym dniu żaden z nas nic innego nie zrobił. Marzenia pomimo ich piękna sporo zabierają energii, a może samo myślenie sporo zabiera energii?

Realista – Zaplanuj, jak osiągnąć cele. Przekształć marzenie w plan działania. Przyjmując postawę realisty zachowuj się tak jak gdyby marzenie jest możliwe do spełnienia i skupiaj się na krokach niezbędnych do jego realizacji. Twoja uwaga koncentruje się na jak wprowadzić w życie plan lub idee. Przyjmij postawę naturalną, lekko pochylona do przodu a głową i oczami skierowanymi na wprost. Postawa skupienia i koncentracji. Czujesz? Opowiedz jak to zrobisz?

Wspólne planowanie zajęło nam również ponad dwie godziny i było bardziej programem niż planem.

Krytyk pierwotnie to był kiler czyli zabójca ale złagodźmy trochę. Oceń plan wg kluczowych wartości. Szukaj problemów i słabych punktów. Bycie efektywnym krytykiem wymaga przybrania punktu widzenia innych osób, które mogą mieć wpływ lub podlegać wpływom planu, zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Krytyk uwzględnia potrzeby i reakcje takich osób.

Przyjmij pozycje asymetryczną, głowa i oczy skierowane w dół, jedna ręka dotyka podbródka lub twarzy. Wal śmiało. To musi się nie udać.

Krytyk to kolejny osobny dzień przygody zwanej realizacją siebie i swojego planu. Później gdy powtarza się proces i jest się w innym miejscu wszystko idzie szybciej. Początki zawsze są sporym wyzwaniem.

Meta pozycja to pozycja neutralna. Przechodzi się do niej powtarzając proces, po pozycji krytyka. Jej funkcja to zamiana krytyki na pytanie przez dodanie najczęściej słowa Jak? lub takie przeformułowanie pytania, by nie zabić marzyciela.

Proces powtarzamy tak długo, aż musimy zacząć działać. Strategia ta jest niekończącym się procesem. Kończy się w chwili zakończenia projektu.

Przejdź proces sam. Jeżeli będziesz potrzebował wspierających proces pytań to pisz.