Regeneza – Jak promyk Nadziei

Nagle, przypomniały mi się słowa Mędrca – „Mędrzec i Dziecko zwołują ludzi bez przywoływania.” To mądre zdanie, o którym niegdyś pomyślałem, że zawarta jest w nim Istota „wzorcowego” marketingu, a nawet sposobu podchodzenia do własnych działań we wszystkich obszarach życia.

Kiedy piszę te słowa, widzę w bibliotece dzieło guru marketingu – Philipa Kotlera, księgę o zwięzłym tytule – „Marketing”; uśmiecham się do siebie, myśląc – a ja mam na myśli inny możliwy marketing, taki bez słów – marketing bez Słowa.

Jeśli chodzi o Idee, nawet Ideę Wzorcowego Marketingu, to tenże Mędrzec podpowiada w innym miejscu, że „właściwego przekazu idei nie można osiągnąć w sposób bezpośredni”, gdyż ludzie będą się przed nią świadomie lub nieświadomie bronili; nie tylko dlatego, że jest im dobrze ze „starym” – sobą, czyli ze starymi ideami, ideologiami, religiami, wierzeniami, bujdami, bajkami, mitami, legendami, pseudo nauką, wymądrzaniem i związanymi z nimi emocjami,  którymi byli świadomie i nieświadomie karmieni przez najbliższych od dziecka – i jak przepełnione  treścią owego pokarmu pełne naczynie  pozostaje  dla jego użytkownika bezużytecznym, tak i oni sami,  jeśli nie usuną z siebie i to w porę – starej, wielce szkodliwej zawartości, stając się choćby na chwilę „pustymi”, by to puste miejsce mogło być wypełnione czymś dla nich samych – właściwym : pierwotnym, dobrym i wartościowym; a jednocześnie  w Drodze do owej „pustki” dostrzegając własną małość, podłość i znikomość oraz inne powody nienormalności i głupoty, a jednocześnie przyznając się choćby przed samym sobą do własnych słabości oraz ograniczeń i przy okazji poznając ich pierwotne przyczyny, nie poczuli się źle, a w wręcz przeciwnie – prowadzeni nadzieją i wiara w siebie, wiedzieli, że za chwilę poczują w sobie harmonię ze wszystkim co istnieje i jednocześnie instynktownie dostrzegli, że pozostając tylko w „starym” i przed zmianą, to właśnie „stare” będzie zwiastunem chorób, które najczęściej co prawda nie wyszły jeszcze z ukrycia, bo przecież na zewnątrz wyglądamy młodo i czujemy się pozornie zdrowo, choć tak naprawdę udajemy i oszukujemy siebie, pozostając w nawyku „starego” – szponach niewidzialnego i nieuświadomionego, dlatego sami nie wiemy w jakiej jeszcze pozostajemy chorobie; nieświadomi tego, że to, co dla nas jest tak wysoce szkodliwe już w nas niepostrzeżenie wrosło i się mocno zakorzeniło, a do tego prędzej lub najczęściej niestety później,  bezwzględnie ujawni swoją destrukcyjną dla nas samych zawartość, nadto, warunkując całe nasze dotychczasowe życie.

Postąpi tak wyłącznie dlatego, że  samo „stare” i „chore”  chce żyć – chce żyć własną chorobą, własną śmiercią – chcę żyć swoją własną tożsamością „siebie starego i chorego – wrogiego”,  jako nieznanych powodów pierwotnych przyczyn chorób i przedwczesnej starości; wobec tego, tak łatwo nie zechce same odejść; ba, nawet  nie wie, że dla Starego i Chorego zmiana i samo naprawa  jest  w ogóle możliwa.

Podróż, wspomnianą przez mnie wyżej, „Drogą” czyniona potrzebuje być stopniowo, krok po kroku, a jej stopień trudności zależy od stopnia zanieczyszczenia osobistego istnienia, który jest wynikiem indywidualnego dziedzictwa, jego stopnia złożoności i skomplikowania czyli uwikłania w osobiste problemy i ich „wagi” jako ciężaru gatunkowego danej „sprawy do załatwienia”.

Stopniowalność, będąca równocześnie powolnym wzrostem „własnej świadomości – w czystości”, zazwyczaj, ze względu na  dobro zainteresowanego, nie może odbyć się natychmiastowo. Prostota pojawia się dopiero na końcu Drogi. Miłość jest prosta. Jednak tylko wtedy kiedy jest – a Jest, kiedy jest zdolnością własnego w nas samych swojego istnienia. Nie będąc nazwą i nie będąc słowem a będąc Słowem czyli wyrazem osobistej Emanacji.  Mądrość i związana z nią prawda naszego istnienia kiedy już na ową Drogę wkroczymy jest bezwzględna – co oznacza, że ujawni wszystkie boczne, kręte ścieżki, które nas przez życie do tej pory prowadziły.

Jednak nie ma zmiany bez zmiany. Nie można postępować jak niegdyś, zachowując stare i jednocześnie zyskać nowe. Jeśli tak przez monet się zdarza to znak, że zmiana dokonała się nie w pełni i nie do końca, i nie ma w naszej „zbiorczej obecności” jedności z nowym; cięgle tęsknimy za starym, chcemy mieć i to, i to, i jedno, i drugie.

Znak, że zmiana dokonała się w pełni i od końca równa się zmianie jakości życia jakie prowadzimy.

Właściwy przekaz każdej Idei budzącej akceptację pojawia się w ludziach wówczas kiedy jest osobistym doświadczeniem jej uczestnika. Jedynie wówczas taka opowieść o idei jest autentyczna i budzi zaufanie; jest godna w nią uwierzenia, jakby osoba, do której jest kierowana myślała, że sama ją wymyśliła.

Niegdyś bałem się jeszcze mówić wprost choć zawsze byłem szczery w  zgodzie z zabrudzeniem własnej szczerości.  Z nonszalancji, że „wiem” już się uwolniłem. Choć wiem kiedy wiem i wiem kiedy nie wiem. „Podziwiam” natomiast ludzi, „którzy wiedzą”, szczególnie polityków lub zacnych przedstawicieli innych profesji hamujących swoim „zasłużonym autorytetem” nie tylko własny wzrost ale i całych grup społecznych, na które mają realny wpływ. Jednocześnie nie mówię gdy nie trzeba; dlatego pewne przesłania potrzebują pozostać „ukryte” i zależeć od stopnia wtajemniczenia danej osoby, w danej sprawie.

Nie chodzi mi o jakąś wielką tajemnicę, a o realną możliwość Tajemnicy zrozumienia. Nie istnieje Tajemnica, która została odkryta a  jedynie brak możliwości jej zrozumienia i praktycznego wdrożenia. Dlatego pewne Idee zostały, nawet nie przeze mnie „ukryte”, w samym tytule książki pod  nazwą „Baśni, która odnalazła Ciebie”, która jest również środkową częścią innej książki, jako nieco większej całości, zatytułowanej REGENEZA,  a przynajmniej taką miałem intencję.

Wyjaśnię o co mi chodzi. Pewnie Szanowny Czytelnik zna Idee prawie wszystkich rewolucji. Bardzo często występują one pod wzniosłym hasłem: Wolności, Równości i Braterstwa. Problemem jest fakt, że na ogół te piękne idee, płynące z ust głosiciela idei, on sam – nazwijmy go teraz Panem Złotoustym, zwyczajnie, w samym sobie,  ich nie posiada; bo kiedy te wzniosłe idee prawdziwie w nas „istnieją”, to na pewno nie są głoszone. Opowiadane są jedynie wtedy, kiedy straciły swoje prawdziwe znaczenie, a z nas samych wydobywa się, najczęściej nieświadomie: fałsz, strach i ogólny brak harmonii, a sama Idea bez wewnętrznej  treści i pusta w słowie jest wyrazem buntu, niezgody, walki, chciejstwa, prośby, zawołania, nieskutecznej modlitwy, afirmacji – naiwnego wezwania do czynu dla spraw, których byśmy sobie i innym jedynie życzyli.

Weźmy inny przykład, tym razem dotyczący Boskich Impulsów Istnieniowych: Wiary, Miłości i Nadziei oraz Sumienia. Kiedy owe „impulsy” w nas istnieją, wówczas są „zaistnieniami” ,”bytami” egzystującymi w naszej zbiorczej obecności.  Są cnotami, o których nie trzeba mówić, gdy się nimi prawdziwie JEST – co w efekcie oznacza – Być. Kiedy nasze działania czynione są z prawdy „czystego serca”, której znaczenie zawiera Istota Świadomości Miłości = Tożsamość Miłości, wspierana przez Świadomość Wiary = Tożsamość Wiary oraz Świadomość Nadziei = Tożsamość Nadziei, wówczas pojawia się niejako przy okazji Czystość „wypowiedzi bez wypowiedzi” i to niezależnie czy się coś mówi, czy się cokolwiek mówi,  czy też się nic nie mówi.

Kiedy wzrastamy, rozwijamy się, dojrzewamy, mądrzejemy, doświadczamy, szlachetniejemy – owszem zasada, którą opisuję też działa, jednak w ograniczonym jeszcze zakresie; zakresie „osobistych spraw do załatwienia” , które są wyrazem „brudu”, własnej, najczęściej nieuświadomionej przez nas samych  przytłumionej przez ten brud, emanacji. Wyrazem tego brudu jest nasze życie i wszystko, co nas w nim spotyka. To, co wewnątrz ukazuje się i to bezwzględnie na zewnątrz. Jakby Bóg był naszym bezwzględnym wrogiem. A tak naprawdę, to otoczenie nas doskonali, a Stwarzający Niemówiący, Wszystkowiedzący i Wszystkowidzący powiadał, niestety poprzez nam najbliższych, czyli tych, z którymi jesteśmy emocjonalnie związani i czego najczęściej nie umiemy znieść oraz zrozumieć — zajmij się jeszcze „tym i tym”, a  co samo dostrzegasz we mnie, jest również w Tobie,  tylko bardziej ukryte i głębiej schowane. Siebie nie widzimy, dlatego widząc zachowania wobec nas najbliższych możemy dostrzec siebie. To jakby dar od Matki Natury dla naszej przemiany. Jednocześnie nie możemy zmieniać innych bez uprzedniej zmiany siebie lub zmieniając innych wiemy, że zmieniamy również siebie.

Jeśli nie znamy tej zasady, za swój los obwiniamy innych, szukamy na zewnątrz – a nie w sobie; to inni są winni – a nie my. Jeśli znamy, choćby  intelektualnie, ową zasadę, to też najczęściej jej nie rozumiemy, bo kiedy Życie, przy pomocy najczęściej gorzkich słów albo niegodziwych dla człowieka  czynów, skierowanych pod naszym adresem, przemawia lub nam złego czyni, reguły tej zasady przez emocje jakie w nas samych w tym momencie  automatycznie wywołuje, ścierają w proch, w tym czasie,  jakąkolwiek możliwość jej zrozumienia.

Jeżeli refleksja zrozumienia  owej najważniejszej z zasad, że to, co na zewnątrz pojawiło się w naszym świecie wyłącznie dlatego, że to samo jest gdzieś głęboko ukryte w naszym  wnętrzu,  dotrze do nas po chwili; do tego zostanie odnotowana jako możliwość głębszego wejrzenia w siebie i zmiany siebie, to taka postawa nie tylko czyni nas mądrzejszymi ale też ustanowimy podstawę do zaistnienia w nas samych tej zmiany – w taki sposób aby to, co zdarzyło się wobec naszej osoby, tylko i wyłącznie dla naszego dobra – bo zrozumienia siebie, już nigdy więcej się nie powtórzyło.

Wówczas zyskujemy zrozumienie prawdziwej zasady Uległości i jednocześnie poprzez „wybaczenie” darowane z Góry  za wykonaną przez nas „pracę zrozumienia siebie” i to na wszystkich poziomach naszego zbiorczego istnienia, jej Istotą – jednak już jako „nie wartością” a cnotą –  się stajemy. A z nas samych znika wojna i jej szkodliwe dla życia następstwa.

Kiedy się “zwołuje ludzi bez przywoływania”, ludzie i nie tylko ludzie, gromadzą się wokół Zwołującego i nie doznają żadnej krzywdy, gdyż w takich i przy takich Zwołujących Indywidualnościach  odnajdują ich oraz swój własny, nowo nabyty spokój, bezpieczeństwo i radość nocy, i dnia powszedniego; odnajdują  cechy wypływające z osobistej Prawdy, to znaczy – Czystości Zwołującego, która  jest  wyrazem jego Tożsamości i dobywającej się z niej niewidzialnej i widzialnej emanacji.

Zwołujący jest prawdziwie a nie sztucznie autentyczny; to są jego prawdziwe a nie sztuczne, wmówione Tożsamości, dlatego  po spotkaniu z nim i dla nas samych pojawia się możliwość transformacji niegodnego i najczęściej nieznanego aspektu siebie – czyli „swojej własnej sprawy do załatwienia” oraz dalszego wzrostu nas jako Zbłąkanego Przybysza.

Niestety tu na Ziemi nasze ciało dźwiga ciężar haniebnego rodzinnego dziedzictwa, z którym nieświadomie jesteśmy splątani. Jeśli mamy taka umiejętność i pamiętamy siebie, ewentualnie coś niecoś wiemy o losach rodziców, mamy trochę wiedzy o dziadkach, niestety o dalszych pokoleniach najczęściej  nie wiemy nic, a to od „minionych pokoleń” jako sprawców naszego istnienia w tym ciele,  nieświadomie – nieświadomych siebie rodziców w czasie kiedy nas poczęli i później najlepiej jak potrafili – wychowywali, to „coś” poprzez tychże rodziców zostało nam przekazane.

To „coś” jest najczęściej wielką tajemnicą i zarazem wielką zbrodnią, wielka niegodziwością i „czymś” względnie „Kimś”, które to „coś” uniemożliwia nam stanie się Byciem Wolnym, Wypełnionym Mocą, Świadomym i co najważniejsze Kochającym i Współczującym Człowiekiem, którego tak naprawdę od tej chwili  dopiero można nazwać CZŁOWIEKIEM, a nie, jak do pory – automatem – maszyną realizującą bezwiednie nieznany jej samej nieuświadomiony program.

Ponieważ współpracuję z ludźmi, którzy już trochę pożyli, jednym słowem świadomie lub nie “wzbogacili” siebie w niezły bałagan, teraz już bałagan własnego istnienia, czyli są już dojrzali, i nawet słowa „wzbogacili” nie powinienem dawać w cudzysłowie, bo dzięki takiemu „bogactwu”, które jest ich już własnym cierpieniem i ciężarem – mogą albo bardzo wzrosnąć albo upaść na samo dno.

Według mnie, jedynym celem każdego  życia jest ten ciężar zrozumieć i się od niego uwolnić, przetransformować, ozdrowić, a będąc precyzyjnym, stworzyć przy pomocy własnego zaangażowania, szansę na taką możliwość. Wówczas tak naprawdę nie my udzielamy wsparcia; sami nie możemy nic zrobić, ponieważ nasze wady jako informacja zapisane są w innej niedostępnej dla nas przestrzeni; wówczas, gdy się do nich zbliżymy, pomogą nam specjaliści Wyższego Właściwego Poziomu,  Istoty Wyższego Potencjału i Prawdy Własnej Tożsamości, a i to, tylko pod warunkiem właściwej osobistej diagnozy, czyli takiej, do której sami na zasadzie najczęściej wstrząsu, będącego wyrazem uświadomionego nagle wewnętrznego konfliktu, dojdziemy.

Własne zaangażowanie jest odkryciem indywidualnej drogi do osobistego oświecenia. Regeneza jest jedną z takich Oświeceniowych Szkół. Jak promyk Nadziei Wielkiej Drogi Światła. Szkołą Zrozumienia Siebie i Fizyczno -Psychicznej Odbudowy i Odnowy.

Tylko w ten sposób można mówić o Wolności. O przepraszam, nie mówić… Wówczas „Nikt i Nic nie ma na nas wpływu”, o jeszcze raz przepraszam – prócz Emanacji Absolutu, która jest Słowem Boga. I choć dla niej też jesteśmy niewolnikami, jednak teraz Niewolnikami Stworzyciela Nieba i Ziemi i Wszystkiego Co Istnieje; nie możemy się uwolnić od Tego, który Stwarza; możemy się jedynie do niego upodobnić na jego “wzór i podobieństwo” i działać według jego zasad i prawd jego małżonki – Matki Natury – Pani Wielkiej Przyrody, czyli występować w Ojca i Matki drużynie dla dobra wspólnego wszystkich i wszystkiego. A to już oznacza – Służyć.

Mistrz

Największy z największych w swoim fachu, mistrz mistrzów Antonio Gaudi tak opowiedział o swoim Nieskończonym do dnia dzisiejszego Pomniku i Dziele „Sagrada Familia” (Świątynia Pokutna Świętej Rodziny).

„Charakter religijny zawsze skłania się ku wielkości. Ponieważ jego cel jest Tajemnicą. Fasada Narodzenia wyraża iluzję i radość życia. Każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.

1. Rolnicy – kury i koguty
2. Naukowcy – znaki zodiaku
3. Teolodzy – życie Chrystusa

Jednak tylko świadome osoby znają jej Tajemnicę ale jej nie zdradzą.

Według mnie, nie zdradzą jej, ponieważ tajemnica pochodzi z poziomu tajemnicy do jakiej świadomość jednostki dotarła. I jeśli ktoś jest na innym poziomie rozumienia, nie jest w stanie pojąć tajemnicy wyższego poziomu, który na coraz wyższych poziomach się samo upraszcza. Ale żeby tam dojść, trzeba przejść wiele i do tego prosić o zrozumienie.

Miłość to umysł Boga.

Każdy dostaje Kamień Miłości jaki sam w sobie nosi. Kiedy oczyści się Kamień zostanie Miłość. Czy jest to łatwe? Nie! Czy jest to trudne? Nie! Dla WIERZĄCEGO. Dla niewierzącego jest to niemożliwe.

Rozmowa o Miłości

– Oczekujesz ode mnie miłości – rzekło Jedno do Drugiego.

– Tak!!! – Drugie odwrzeszczało.

– Poczekaj, muszę stać się Bożą Tajemnicą – Pierwsze powiedziało i ruszyło Prostą Drogą w sobie nie znanym kierunku. A Drugie podążyło za Pierwszym. Aż się spotkały jak równy z równym w Jedni i się połączyły. Białe wniknęło do Czarnego, Czarne do Białego. Pozostając w stanie osobistej bliskości.

Taż ich Życie stało się Prostsze. Razem i osobno.

Nic dwa razy się nie zdarza

Wyraziła skromna poetka,
a jednak tkwimy w iluzji powtórek.
To niezwykła „zdolność”.

Inna mądra dama,
już bardziej prozą, tak rzecze
„ wola przetrwania wcale nie jest najsilniejszym instynktem człowieka.
Jest nim potrzeba powtarzania tego samego”

I tak człowiek szuka między Bogiem a Prawdą.

Zamiast powiedzieć „nie wiem”.
Jak Pani Wiesława.

Nawet gdyby wiedział.