Pokolenie

Teza – nowe pokolenie wydaje się być mądrzejsze.

Sądzę, że jest głupsze, proporcjonalnie do tego,
w jakim stopniu mu się wydaje, że jest mądrzejsze.

Wieczerza

W pewnym domu odbywała się rodzinna uroczystość. Przybyli goście dobrani byli chwilą życia gości oraz gospodarzy spotkania.  Jedni byli znajomymi, inni pierwszy raz siebie na oczy zobaczyli. Oczywiście dla właścicieli imperzy nikt z przybyłych nie był obcy. Wszystkich znali, co prawda bardzo powierzchownie, to jednak śmiało można wyrazić nadzieję, że przybyłych na wieczerzę coś wspólnie z gospodarzami łączyło. Goście wyłącznie dla siebie byli  obcy i nic, prócz gospodarzy oraz uroczystości, ich nie łączyło. Każdy z nich miał inne zainteresowania, wiedzę, umiejętności, zdolności, namiętności czyli swojego życia historię.  W owym czasie jednak los sprawił, że w jednym miejscu się  spotkali.

Pośród gości był Mężczyzna. Człowiek dojrzały, na emeryturze i po przejściach. Nieznajomy przybył w towarzystwie partnerki – kobiety z przeszłością. Mężczyzna na pierwsze spojrzenie wyglądał na zaniedbanego starca, na którego uliczny przechodzień nie zwróciłby uwagi, a pełna wdzięków atrakcyjna kobieta, nawet się nie obejrzała.

Starszy pan większość czasu milczał. Słuchał. Kiedy towarzystwo było coraz bardziej podchmielone, on, choć nieśmiało, od czasu do czasu zabierał głos. Był subtelny i zdawkowy w słowie. Jednak jak już coś powiedział to, co wyraził, było co najmniej – nie banalne. W owym czasie czuło się w powietrzu niedostrzegalną mądrość. W pewnym momencie Mężczyzna został przez towarzystwo jakby bardziej zauważony. Nieoczekiwanie wysunął się na pierwszy plan. Poproszono go by zabrał głos. Nastała cisza, której nikt nie śmiał przerywać. A on zaczął tak:

– Kiedy znajduje się w towarzystwie, którego nie znam, to najpierw długo słucham. To słuchanie jest mi potrzebne żeby rozpoznać z kim mam do czynienia. Zabieram głos tylko wówczas kiedy widzę, że jestem słuchany, czyli, że to, co i o czym mam do powiedzenia jest dla słuchającego interesujące oraz wartościowe. Milknę natomiast i wycofuję się kiedy ktoś mi przerywa. Dostrzegam, że mój rozmówca wcale mnie nie słucha, jest najmądrzejszy i sam wszystko wie lepiej.

Jak widać  słucham z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że być może dla mojego słuchacza to o czym wspominam jest nieistotne. Wówczas szkoda mojego czasu na niepotrzebną polemikę i chory spór. To jak zmarnowanie swojej oraz rozmówcy energii. Wówczas para czyli wykonana praca idzie w gwizdek. Jest tylko głośno i donośnie. W takim towarzystwie moje słowa padną niczym ziarno na nieurodzajną glebę. Czasami jest jeszcze gorzej i trzeba milczeć z prostszego powodu iż z nie znanych mi bliżej powodów znalazłem się w niewłaściwym miejscu. Wówczas nie mam sensu rzucać pereł przed wieprze.

Drugi z powód mojego słuchania jest taki, że być może moja wiedza jest zbyt banalna w sprawie, którą poruszam, bo a nuż obok mnie znajduje się ktoś kto się lepiej na przedmiocie dyskusji zna. Wówczas, niejako z automatu, lepiej stać się uczniem i słuchać – korzystać z nauczania. Wtedy też dwie strony zyskują, ja jako uczeń, a nauczyciel, że ma kogo nauczać.

Po czym Mężczyzna zamilkł, a towarzystwo powróciło do dawnego szczebiotu.

Przeprosić siebie

Podczas niedawnego spotkania ze studentami,
pewien przystojny młody mężczyzna, i nie wiem czy dlatego, że obok niego siedziała atrakcyjna koleżanka,
czy też z innych bliżej mi nie znanych powodów,
od czasu do czasu, po cichutku komentował do ucha tejże koleżanki, swoje – refleksje.

Z racji tego, że był mężczyzną, wydobywał z siebie dość niski dźwięk. Na sali dało się słyszeć coś na kształt cichego, ledwo słyszalnego, buczenia.

Jak wiesz niskie dźwięki właśnie tak się rozchodzą,
nie znany jest kierunek ich pochodzenia,
dlatego subwoofer kina domowego bardzo często może być ustawiony w dowolnym miejscu domowej przestrzeni.
Nie ma to praktycznego żadnego znaczenia skąd dochodzi bas. Trudno jest nawet zlokalizować jego źródło.

W pewnym momencie źródło dźwięku zauważyło siebie.
Zauważenie pochodziło z innej, bo wizualnej przestrzeni.
Po prostu w pewnym momencie nasz wzrok wzajemnie na siebie natrafił i pewnie dlatego buczenie zreflektowało się by przejść w milczenie.

Jako, że młody człowiek był taktowny i kulturalny,
powiedział – przepraszam.

Wówczas również refleksyjnie odpowiedziałem,
że tak naprawdę najbardziej przeszkadza sobie,
ponieważ w tym samym czasie kiedy mówi nic do niego nie dociera, bo po prostu i zwyczajnie nie może.

Wówczas student zreflektował się jakby jeszcze bardziej,
a że jest bystrym człowiekiem, co oznacza,
że jego rozumienie jakby samo wzniosło się na wyższy wymiar, odpowiedział:

No dobra,to – przepraszam siebie.

Przeprosić siebie – jakże piękny zwrot.
Przeprosić siebie – jakże mądry zwrot.
Prawdziwy Zwrot.

Przeprosić siebie – za wszystkie krzywdy, które sobie wyrządziłem.
Przeprosić siebie – za myśli, które bolą.
Przeprosić siebie – za wszystko, co nie moje.
Przeprosić siebie – i tu sam wstaw to, za co chciałbyś siebie przeprosić, by zawrócić i zacząć wszystko jakby od początku, jakby z nową świadomością siebie.

Z nową mądrością siebie, z nowym rozumieniem siebie.
Ze świadomością wyższego wymiaru.

I zapomnieć, tak – teraz możesz zapomnieć, choć historycznie będziesz miał tego świadomość, że było,
ale będzie to już obraz z dystansu,
tak jakbyś zdumiony oglądał kogoś innego,
i to najwyższa prawda istnienia Teraz i
działania radością każdej chwili.

Czego, po dłuższej przerwie Tobie życzę.
Andrzej Hanisz

Łeb – master

Jest potrzebny, jest bardzo potrzebny.

A kiedy jest potrzebny?
Wtedy, kiedy jest potrzebny!

Mistrzostwo bycia, jak sadzę,
polega właśnie na takiej wyważonej proporcji,
pomiędzy umysłem, a nie-umysłem.

Słowem umysł ma wspierać, służyć, pomagać.

Najpierw zbierasz dane, te dane to wiedza.
Potem, kiedy dane połączą się z uczuciem,

odkrywasz prawdę,  swoją prawdę,
i masz ją na wyłączność.

Ta prawda, to już niej jest wiedza,

to jest uświadomienie.
Potem bardzo chcesz przekazać to dalej.
Pędzisz podekscytowany zmieniać świat,
by przekazać to co chcesz przekazać, i co?

Najczęściej dostajesz obuchem w łeb,
i się zaczyna, wymądrzanie, spieranie, udowodnianie.
Rodzi się spór, konflikt, gdzie nie ma zwycięzcy.

Bo, z uświadomieniem jest tak, jest ono Twoje,
I tylko Twoje, i na własny wyłączny użytek.

Ono zostało dane Tobie, żebyś mógł zrobić kolejny krok,
by stać się Łeb-Masterm swojego losu.

Po cichutku, samotnie.

A mądrość, hmmm
To umiejętność przekazania tego dalej.
W taki sposób, by inni myśleli,

sam do tego doszedłem.

Mądrość

Światli ludzie dbają o jedność
I postrzegają świat jako wzorzec postępowania.

Nie robią nic na pokaz,
Dlatego błyszczą wśród innych;

Nie usprawiedliwiają się,
Dlatego stają się znani;

Nie chełpią się swoimi zdolnościami,
Dlatego zyskują uznanie;

Nie pysznią się swoimi sukcesami,
Dlatego mogą wiele znieść;

Nie rywalizują z nikim,
Dlatego nikt nie może z nimi rywalizować.

Lao Tzu

Jestem Toltekiem…

…stwierdziłem po lekturze niezwykłej broszurki, napisanej prostym słowem, przez Miguela Ruiza, Wiedza Tolteków. Książeczkę dostałem od Małgosi Trznadel i najszybciej jak mogę przekazuje ją Tobie…
I tak, sprawy mają się dosyć prosto. Wystarczy w życiu  przestrzegać czterech umów, które zawierasz sam ze sobą, by stać się  prawdziwie wolnym.

Wolnym od programowania  przez innych ludzi, prasy, radia, telewizji, szefów, przyjaciół, rodziny, nieprzyjaciół, polityków i polityki. Słowem wolnym od słownej manipulacji i perswazji.
Jakoś tak jest, że wszystko w życiu, co proste, jest  dobre i co ciekawe jest za darmo. No prawie, za darmo.

W życiu potrzebujemy raczej upraszczać, a nie komplikować i będąc z tym w zgodzie istnieje tylko jedna umowa, a pozostałe trzy wynikają z pierwszej.
Głosi ona:
Bądź nieskazitelny w słowach
(inaczej- Bądź bezgrzeszny w swoich słowach, myślach)
Czyli uważaj jak ze sobą rozmawiasz, myślisz, bo to co wydaje ci się prawdą o innych jest tylko Twoim snem, warunkowanym przez oprogramowanie, które nabyłeś w procesie wzrastania.
Inaczej, to co denerwuję ciebie w innych jest Tobą.
Słowa mogą mieć siłę wznoszącą lub unicestwiającą.
Jeśli kocham siebie, będę wyrażał tę miłość w relacjach z Tobą, moje słowa będą zatem bez skazy, ponieważ takie moje działanie spowoduje u Ciebie podobną reakcję. Jeśli będę Ciebie kochał, wtedy Ty będziesz kochał mnie. Jeśli będę Cię obrażał, Ty będziesz obrażał mnie. Jeśli będę wyrażał Ci swą wdzięczność, Ty będziesz wyrażał swoją. Jeśli ja będę wobec Ciebie samolubny, Ty będziesz samolubny wobec mnie. Jeśli mymi słowami rzucę na Ciebie czar, Ty także rzucisz czar na mnie.
Osobiście tą zasadę realizuje poprzez widzenie w innych tylko tego co w nich najlepsze, jedyne, wyjątkowe i niepowtarzalne, i coraz częściej mi wychodzi.
Druga umowa głosi –
Nie bierz niczego do siebie
Odnosi się najbardziej do słów o nas usłyszanych od innych ludzi. Szczególnie do tych przykrych, zgryźliwych, oceniających, ale także tych pochlebnych i  miłych.
Sadzę, że nie tylko do słów ale i gestów, całej niewerbalnej papki i wynikającej z tego złej energii, którą sam tworzysz.
Twoja postawa winna być następująca Nie jest dla mnie istotne to, co o mnie myślisz, i nie biorę tego, co myślisz, do siebie. To Twój punk widzenia o mnie lub mnie.
Trzecia umowa stanowi
Nie zakładaj niczego z góry
Czyli bądź nie zapisaną kartą, nie-umysłem (pozycja obserwatora). Obserwuj siebie i jeśli czegoś nie wiesz to dopytaj. Upewnij się, że porozumiewasz się jasno, a kiedy usłyszysz odpowiedź, nie będziesz musiał niczego przypuszczać, bo będziesz znał prawdę. Czyli o co chodzi rozmówcy.
Dopytuj, dopytuj i jeszcze raz dopytuj. Bez wstydu, że nie wiesz, rozumiesz.
I dochodzimy do istoty, czyli codziennej praktyki zawartej w umowie czwartej.
Zawsze rób wszystko, najlepiej jak potrafisz
Ta umowa pozwala stawać się tym kim chcesz być. To sposób na osiąganie mistrzostwa, kompetencji. Powtarzanie, powtarzanie i jeszcze raz powtarzanie, ale zawsze lepiej, i lepiej, i lepiej, i lepiej. W  zgodzie z dzisiejsza swoją wiedzą, kompetencją, umiejętnościami.
W ten sposób tworzysz dobre nawyki, nowe nawyki. STAJESZ SIĘ!
I to by było na tyle, kończąc słowami świętej pamięci Profesora Jana Stanisławskiego z katedry Mniemanologii Stosowanej.
A tych, których ta mądrość prawdziwe interesuje. Prawdziwie, bo chcesz ją praktykować, zapraszam do lektury książeczki. Prześlę ją Tobie jak poprosisz.
Czasami zastanawiam się,  dlaczego jak coś jest mądre, to jest proste i tak trudno o tym mówić, a jeszcze trudniej pisać.
Może właśnie dlatego wielcy ludzie nie napisali żadnego słowa, a tyle o nich napisali inni. Myślę o Jezusie, Oscho. Po prostu oni znali te cztery umowy i zawarli je z sobą.
Zapytano kiedyś bardzo znanego mówcę, ile czasu potrzebuje na przygotowanie wystąpienia?
A, ile czasu mam przemawiać? Zapytał, bo jak mam mówić  minutę to potrzebuję miesiąc. Jak godzinę, tydzień, a jak mam nieograniczony czas to mogę zaczynać od zaraz.
Cóż… istota, bo o nią  tu chodzi. Wyrazić istotę tego co ma się do powiedzenia jest najtrudniej. Najprawdopodobniej jest to w ogóle niemożliwe przy pomocy słów.
I nie mam tu na myśli gadających polityków, którzy w istocie nie mają nic ciekawego do przekazania. Czytaj, wartości do ofiarowania
Inny wielki i jakże znany przykład. Poproszony wielce już sławnego polityka, wojennego premiera Wielkiej Brytanii,  słynącego z płomiennych przemówień o wykład. Zgromadzeni na Sali uczestnicy z niecierpliwością czekali na mistrza. Oczekiwano intelektualnej uczty.
Mówca stanął przed słuchaczami  i powiedział, Never give up…Newer give up, i… zszedł. (Nigdy nie poddawaj się)
Dzisiaj  to najbardziej znane słowa Winstona Churchila. Całe życiowe doświadczenie wyrażone w jednym zdaniu
Niczym Johna Kenediego deklaracja  otwierająca okres globalizacji, Ich bin, ein Berliner( Jestem Berlińczykiem)
Krótko jest najtrudniej. Prosto jest najtrudniej. Tak więc upraszczajmy, wszystko co się da z korzyścią dla siebie.
Wszystko sprowadza się i tak do uczucia. Dobrego uczucia.
P.s.
Właśnie usłyszałem w Szansie na sukces Panią Mirosławę Gumul. I mimo, że nie powtarzała zbyt wiele razy, co usłyszeliśmy na własne uszy, by stać się mistrzem,  mimo wszystko wywołała wśród widzów, ciepłe uczucia.
Cała Kongresowa jej pomagała. Chór wychodził z siebie, Monikam Brotka zdumiona robiła co mogła żeby samemu nie sfałszować i było przezabawnie. W myśl zasady śpiewać każdy może. Grunt, to się dobrze bawić, więc baw się dobrze, bo życie jest serio.

Bez znieczulenia

Rozmawiałem z koleżanką o subiektywności ludzkich doświadczeń, NLP, coachingu, terapii, języku, słowach, uczuciach, relacjach, celach, możliwościach, pragnieniach, edukacji, egoizmie, rodzinie, biznesie, itp. itd.

O tym, że jedyną obiektywną rzeczą jest nasz subiektywizm, i takie tam różne mądre kawałki.

Taka zwyczajna, lekko mądra, na całkowitym luzie rozmowa.

Przy okazji objaśniałem, co mam na myśli, i po co to wszystko.

Zadała mi pytanie.

Andrzej, a czy nie można, ot tak, zwyczajnie, prostą drogą, prosto do celu?