Uwaga! – Sprawiedliwość

Ślepiec był już stary. A  był Stary, gdyż prawidłowo nie widział. Co oznacza, że  świata w Prawdzie nie dostrzegał. Istniał niczym Człowiek zmęczony trudem życia: w zaślepieniu i starości. Czuł w sobie gorycz i niesprawiedliwość. Usiadł zrezygnowany na czymś Ziemią zwanym. Siedział zamyślony. Po chwili pojawiło się zewnętrzne światło. Niczym Promyk Nadziei dało otoczeniu ślepca Życie; ale ślepiec światła na razie nie widział; dalej Poirytowany tkwił w swoim zaślepieniu. Ta Tożsamość była mu  jedynie znana. Tylko takim siebie rozumiał i dostrzegał.

Dlatego nie był dla siebie (oraz dla innych) wystarczająco uważnym, ani sprawiedliwym. Jednak światło niestrudzenie dalej dla niego świeciło, a kwiat, który tuż obok jego życia  niespodziewanie się pojawił, powoli rozkwitał. Nie spieszył się; wolno, płatek po płatku, rozwijał się roztaczając swoją woń.  Wówczas  niczym długo oczekiwane i ze wszech miar chciane i kochane Dziecko, przyszła na świat  Nadzieja, że Starzec w końcu światło Poczuje. Wszak do tej pory nic nie widział. Na szczęście, zmysłu powonienia i dotyku jakoś jeszcze do końca nie zatracił. Być może dlatego Starzec poczuł światło. A było to światło Wewnątrz jego samego.

Naraz, zamyślił się, takim słowem: – Rozumiem, że nie mogę pomóc Sprawiedliwości, nie odnajdując jej w sobie. Rozumiem, że nie mogę pomóc Uważności, sam będąc nieuważnym – zaślepionym.

Światło i Uważność odgradzał od Starca wysoki mur. Kamienie, z których mur był zbudowany były ciężkie „ogromem strachu” w nich samych zgromadzonym. Co ciekawe Strach był uzasadniony i wyrastał z ludzkiego dziedzictwa i ludzkiej barbarzyńskiej natury.

– Być może jest to strach przed życiem? – zastanowił się, jeszcze za życia (wszak miał szczęście żyć). Ale czy moje życie, życiem można nazwać? – dalej rozważał. – Albo jest lękiem przed śmiercią? Czyż to nie to samo?- Przecież tak naprawdę nigdy nie zaznałem życia za życia… Owszem byłem życiem PIJANY, życiem ZAŚLEPIOPNY i do tego jeszcze – mało UAWAŻNY  czyli NIEUWAŻNY. Czyżby dlatego, że sam  nigdy nie zostałem właściwie zauważony? W takim razie, jak Nic, pozostaje mi się siebie zobaczyć i poznać. Właściwie to nie mam wyboru.

Ale Starzec nie mógł być zauważony bo przecież sam siebie nie widział. I nagle Pętla Niemożności została przerwana. Starzec przeżył swe choroby, które wszystkie wyszły z ukrycia; naraz odmłodniał i zaczął żyć. TERAZ miał około lat dwudziestu. I mógł rozpocząć życie od nowa. Tym, razem inaczej. W pełnią Życia. W Bliskości, pośród Cnót.

Życzenia na rok 2013

Wszystkim – wszystkiego

Tobie – najlepszego

 

Zdrowia – prawdziwego

Życia – szalonego

 

Bycia – uczciwego

W prawdzie – rodzonego

 

Myślą – rozległego

W ciszy – słyszanego

 

W wzwodzie – stojącego

I – znajdującego

 

Grala – płomiennego

Piękna – dziewiczego

 

Biorcą – biorącego

Dawcą – dawanego

 

Życiem – świadomego

A Bogiem – Świętego

 

Życzy w Nowej Erze

Andrzej Hanisz i AMH Coaching

Nic dwa razy się nie zdarza

Wyraziła skromna poetka,
a jednak tkwimy w iluzji powtórek.
To niezwykła „zdolność”.

Inna mądra dama,
już bardziej prozą, tak rzecze
„ wola przetrwania wcale nie jest najsilniejszym instynktem człowieka.
Jest nim potrzeba powtarzania tego samego”

I tak człowiek szuka między Bogiem a Prawdą.

Zamiast powiedzieć „nie wiem”.
Jak Pani Wiesława.

Nawet gdyby wiedział.

Miłość to nie uczucie, to zdolność

Niby przypadkiem widziałem film, w którym młody człowiek – syn, tak odpowiedział ojcu „miłość to nie uczucie – to zdolność” Skąd to wiedział? Nie wiem. W filmie pewnie, ze scenariusza ale jeśli rzecz miałyby się dziać w życiu, to gdzieś z wnętrza siebie. To zdanie nie wiadomo jak wyszło z niego, samo się powiedziało i była to jego prawda. Czy jednak dla każdego? Co jest miernikiem tego czy zdanie jest dla nas prawdziwe lub obojętne i ma wpływ na dalsze nasze losy? Zauważ, że nie napisałem słowa nieprawdziwe ponieważ zgodnie z naukowymi teoriami kiedy coś jest dla nas prawdziwe potrzebny jest potwierdzający widzialny namacalny dowód. To samo zdanie może być prawdą jak i fałszem. Jak się więc sprawy mają do nas samych? Jak mamy decydować czy coś jest dla nas prawdziwe? Załóżmy, że prawdziwe oznacza zgodne z naszą duszą czyli osobistą wewnętrzną konstytucją jako aktem prawnym najwyższej rangi; religią istnienia, bycia i czynienia. Jak widzisz żeby tego dokonać musiałem przyjąć jakieś założenie, model, świat, na i po, którym ostrożnie a jednocześnie pewnie się poruszam. Odpowiedź już dawno temu dał mister Gurgijew. Potrzebujesz jej doświadczyć wszystkimi trzema swoimi esencjami, mózgami; mianowicie umysłem świadomym, który na przykład może pewnie odpowiedzieć – tak to jest to i równocześnie po całym ciele przebiegnie niewidzialny dla oka prąd dający uczucie mrowienia; jednocześnie możesz poczuć ból w splocie słonecznym. Indywidualnie u każdej osoby przejawi się to trochę inaczej i z racji niedoskonałości języka jako precyzyjnej formy przekazu oraz aktualnej świadomości siebie będzie różnie odebrane i wyrażone. W końcu i tak do wszystkiego potrzebujesz dojść sam, gdzieś na końcu drogi odpuszczając sobie wszystkich nauczycieli, oczywiście dziękując im za to, że byli; słowem wywarli pozytywny lub negatywny wpływ na nasze życie i miałeś uprzejmość ich spotkać mówiąc prawdziwie – dziękuję.

Łeb – master

Jest potrzebny, jest bardzo potrzebny.

A kiedy jest potrzebny?
Wtedy, kiedy jest potrzebny!

Mistrzostwo bycia, jak sadzę,
polega właśnie na takiej wyważonej proporcji,
pomiędzy umysłem, a nie-umysłem.

Słowem umysł ma wspierać, służyć, pomagać.

Najpierw zbierasz dane, te dane to wiedza.
Potem, kiedy dane połączą się z uczuciem,

odkrywasz prawdę,  swoją prawdę,
i masz ją na wyłączność.

Ta prawda, to już niej jest wiedza,

to jest uświadomienie.
Potem bardzo chcesz przekazać to dalej.
Pędzisz podekscytowany zmieniać świat,
by przekazać to co chcesz przekazać, i co?

Najczęściej dostajesz obuchem w łeb,
i się zaczyna, wymądrzanie, spieranie, udowodnianie.
Rodzi się spór, konflikt, gdzie nie ma zwycięzcy.

Bo, z uświadomieniem jest tak, jest ono Twoje,
I tylko Twoje, i na własny wyłączny użytek.

Ono zostało dane Tobie, żebyś mógł zrobić kolejny krok,
by stać się Łeb-Masterm swojego losu.

Po cichutku, samotnie.

A mądrość, hmmm
To umiejętność przekazania tego dalej.
W taki sposób, by inni myśleli,

sam do tego doszedłem.

Infoholicy

Napisał do mnie Maks, gdzieś z Drogi.
www.omax.la

Nie chce mi się oglądać nieoświeconych ludzi,
z tymi teoriami wszystkimi,

które nie mają żadnego związku z naszym życiem, codziennym.

Dużo gadania, sławy, ego, pieniędzy,
a mało pożytku dla oświecenia ludzi,
czy nawet wzniesienia wyżej ich świadomości,
która by się przełożyła na zmianę
w ich codziennym życiu.

Wolę na drzewo patrzeć,
albo na górę.

Mam spory kontakt z amerykanami
i powiem tak, jakbyś był w USA,
to byś miał dość tych all teorii odkryć itd.

Tu dopiero to zrozumiałem,
oni są chorzy infoholicy.

Ciekawa refleksja jak i sam termin – infoholicy.
Ze swej strony też to zaobserwowałem.

Upraszczanie, obserwacja,
sprowadzenie do istoty, prostota,
to najtrudniejsze wyzwanie,
Dla ludzkiej percepcji i prawdy.

Tak w codziennym życiu, postawie, badaniach,
relacjach, strategiach, koncepcjach, nauce,
czy też coachingu.

Gurgijew dawno, dawno temu pisał o wymądrzaniu.
To drugi zgrabny termin oddający istotę istoty.
Istotę niezrozumienia, stwarzania fikcji,
iluzji życia.

Nadawania wartości, bezwartości.
Stwarzanie pozorów wiedzy.
Intelektualny bełkot,
Biegnący w dwóch przeciwnych kierunkach.

Pierwszy powoduje dobre samopoczucie
I jest to dający się sprzedać pozór: nauki, sztuki, ideologii.
Traktowany często jako wzorzec mądrości.

Drugi dający odmienny efekt, czyli złe samopoczucie,
zagubienie, wyrażone w słownym inteligentnym bełkocie
i nim spowodowane.

I prawie wszyscy temu ulegamy.
Jaka więc rada?
A, przypomniało mi się!
Nie udzielam rad.