Duże i Małe

Było sobie Duże oraz było Małe. Obok siebie wzajemnie egzystowały. I był Ten, który wszystko widział. Nie wtrącał się, gdyż nie mógł; czekał, aż Duże  i Małe wzajemnie siebie  zauważą. Niestety Duże i Małe istniały w ukryciu. A do tego były co nieco zanieczyszczone. Każde na swój indywidualny i niepowtarzalny sposób.

I Duże, i te Małe przypominały bańki mydlane, czyli w swej formie i kształcie istniały sferyczne. Tworzyły kulę z indywidualną, zawartą w sobie treścią. Ich esencje zawierały  znaną i nie znaną im samym tożsamość. Co oznaczało, że same  nie były w pełni i do końca siebie  świadome. Ich samoświadomość pozostawała nieodgadniona. Zawsze istniało coś czego jeszcze nie widzieli. Być może dlatego, by wzajemnie poznać i zobaczyć siebie  – „przypadkiem”  wyszły sobie naprzeciw.

Duże ze swojego wnętrza spojrzało na Małe i zobaczyło, że tak naprawdę Małe wcale małym nie było. Natomiast kiedy Małe patrzało na Duże, to Duże wydawało mu się takie atrakcyjne; wielkie i godne zaszczytu. Spojrzenie zawierało  nieokiełznane pragnienie; było potrzebą uniżenia, adoracją; uwielbieniem  chwały; Drogą do Sławy.

Z czasem, Małe powolutku zaczęło się do Dużego zbliżać. Wszak Duże było takie pociągające. Jednak czym było bliżej Dużego, tym bardziej się go bało. Przecież, Duże było takie duże, a Małe takie małe.

Bez wątpienia ich relacja pozostawała wiele do życzenia. Nie była przyjazna. Dlatego wspólnie poprosili o właściwe rozwiązanie dla obojga. A ich prośba wyglądała, mniej więcej tak:

– Proszę, prosimy – zreflektowało się i Małe, i Duże; prosimy by słowa „boję się” i wszystko to, co się za nimi kryje, przestało istnieć. Niech, zwyczajnie, stracą na swoim znaczeniu.

Ich prośba została wysłuchana przez Tego, który wszystko widział, sporo wiedział i dużo mógł. I wtedy zdarzył się Cud. Nagle Duże zobaczyło, że samo w sobie zawiera Małe. Wówczas Małe  stwierdziło, że już niczego nie pragnęło; nie miało nawet ochoty  zbliżyć się do Dużego, ani o tym wspominać, pisać czy też w inny sposób rozpowiadać. Bez wątpienia, Duże straciło na swojej atrakcyjności. Dzięki temu zabiegowi Duże, stało się normalne, choć nadal było duże.

Wyraźnie na jakimś subtelnym poziomie dialogu, Duże i Małe dogadały się. Przy okazji ustaliły strefę wzajemnej ciszy czyli najlepszą dla obojga, przyjazną odległość, z którą się najlepiej same w sobie czuły. Tak dla Dużego i Małego jednocześnie nastała zasłużona Wolność. Oba odnalazły własną naturalną Przestrzeń, która była, owszem wspólna, ale  stało się  jasnym jak słońce, że miejsca, niczym powietrza, starczało dla Trojga. A kiedy wzajemna relacja się umocniła,  Duże spojrzało na jeszcze Większe i zauważyło, że się z tym Większym bez problemu łączyło- tym samym stając się jeszcze większym. To Największe, zrodzone z Dużego, było większe od Dużego Poprzedniego, w którym to Małe wcale już małym nie było.

Tak, to Duże i to Małe w spokoju i ciszy jednym stali domku. I żadne nie wadziło Nikomu – nawet Małemu – Poprzedniemu. Od TERAZ  pozostawało do niego neutralne i bezstronne; a wtedy nawet Małe, samo i na własną rękę, podążyło ku wieczności; by stać się jeszcze mniejszym i najmniejszym.  Zresztą w takim samym stopniu jak Duże jeszcze Większym.

Życzmy im obojgu szczęścia w pokoju. Któż kto wie, może kiedyś, i gdzieś, raz jeszcze się spotkają w miłości – jak to, co Najmniejsze z tym, co Największe. Tak, tak, przywództwo to nie kwestia Wielkości, tylko Zrozumienia.

Mały Książe

Córka dzieliła się z ojcem swoimi przemyśleniami dotyczącymi relacji między przyjaciółmi.

Ostatnimi czasy przeżywała „wewnętrzne rozterki” związane z jej „szczerością” polegającą na dzieleniu się osobistą „prawdą” z bliskimi jej sercu koleżankami – czytaj przyjaciółkami.

Wszystko wydało jej się troszeczkę dziwne, gdyż za swoją szczerość otrzymywała w zamian gniew, rozgoryczenie i atak. Jednak gdzieś wewnętrznie czuła, że właśnie tak miała postąpić, bo według niej właśnie na tym polega prawdziwa przyjaźń; na szczerości, prawdzie i niestety bezkompromisowości wynikającej z mądrości i głębi widzenia człowieka widzącego.

Skoro jest się z kimś w związku wzajemnej relacji, szczególnie tym mającym bliższą sercu naturę, a zwanego w tym miejscu „przyjaźnią”, i widzę „coś” nieciekawego w zachowaniu drugiej osoby, a jednocześnie wiem, że to „coś” jest nie moje i zależy mi na prawdziwym dobru przyjaciela, dlatego mówię mu prawdę tego co widzę bez względu na konsekwencje mojego mówienia.

W związku z tym co mówię, to „coś” może być przez niego zauważone i jednocześnie przez sam fakt zobaczenia tego „czegoś”, będzie mógł się z tym „czymś” rozstać. Oczywiście jeśli znajdzie w sobie siłę by się z tym osobiście zmierzyć, a swoją energie skieruję, nie na walkę z rozmówcą, a na wejrzenie w głąb siebie.

Tak samo działa widzenie w ludziach przymiotów, ich zalet, osobistych talentów i szczere ich zauważanie. Jednak łatwiej jest bezkonfliktowo dostrzegać i przekazywać pozytywne cechy, trudniej zdecydowanie jest tak samo postępować, odkrywając i zauważając w ludziach ich „ciemne strony charakteru”, „mroczne strony naszego istnienia” ukrytego w głębi podświadomości.

Takie postępowanie rodzi z założenia konflikt. „Zło” zostało dostrzeżone i jest samo w sobie niezadowolone, że prawda o nim i jego istnienia została odkryta. A „zło” jest również bytem – ono chce żyć. Często bardzo kochanym bytem, troskliwie pielęgnowanym. Ono samo w sobie nie zna swojego istnienia i swojej natury. I samo w sobie, nie jest ani dobrem, ani złem. Jest siłą czyniącą destrukcje w naszym ciele, mającą wpływ na długość, jakość, sposób bycia i życia oraz  zdrowie.

Ech, świat jakby schodził na psy – to była nie wypowiedziana na głos cicha myśl. Z jednej strony wszystko jest ujawniane, nie ma tematów tabu. Prostytutki prowadzą lubiane programy telewizyjne. O seksie mówi się nie jak o „świętym akcie” i jego mistycznym pięknie, ale jak o.., przyznam że w tym miejscu zabrakło mi słowa, metaforycznego trafnego porównania – jak o czymś błahym, banalnym, mechaniczno-rozkoszno-łechtliwym. Relacje i miłość zastępuję słowem – ” inwestycja” ,rodem z rynków finansowych i gospodarczych.

Owszem mogę rozumieć, że jest to otwartość na wielość, bezstronność ale czy w taki sposób starsze pokolenie winno edukować młodsze? Takie pseudonaukowe podejście, jak i zresztą naukowe, odziera wewnętrzny świat człowieka z tajemnicy i zarazem możliwego  zrozumienia prawdziwego piękna ludzkiej egzystencji.

I już wracając, do przerwanego myślą – wątku.

Po paru dniach do pokoju wbiegła rozpromieniona córka, mówiąc, a może nawet krzycząc, a nawet jeśli nie krzycząc, to był to wydźwięk „całego jej istnienia” – „tato, tato wiem, nagle przypomniały mi się słowa z Małego Księcia” (Antoine’a de Saint-Exupéry’ego).

„Jeśli coś kochasz – puść to wolno.
Jeśli wróci – jest Twoje.
Jeśli nie – to nigdy Twoje nie było”.

I tak, zgodnie z sumieniem, postanowiła uczynić w tak zwanej „sprawie” jej młodzieńczych przyjaźni. Przetrwają, albo nie tą odważną „próbę” – próbą czasu. Jeśli tak – to dobrze, jeśli nie – to też dobrze i  znaczy, że i „przyjaźnią” nie były, lub były – ale dzisiaj już nie są, rozeszły się, niczym „drogi przyjaźni”.

A miłość? – myśl zapytała sama siebie i w nawiązaniu do jej koleżanki Przyjaźni.
Co miłość? – pytaniem, druga myśl zagadnęła. Tak zrodził się sam – wewnętrzny dialog.

No czy, czy, czy, jakby się zająknęła, czy z miłością jest tak samo?
Tak – druga myśl odpowiedziała, po czym się zamyśliła, nie, nie poczekaj – MIŁOŚĆ MA JESZCZE WIĘKSZE WYMAGANIA. I się zadumała, i sobie przypomniała, i tak Święto-Pawłowo powiedziała. Podobno…

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,..”

A do refleksji w „temacie ” włączył się Asziata Szyjemasz gurgijewowowskim słowem, twierdząc, że…

„Miłość świadomości wywołuje w odpowiedzi to samo.

Miłość uczucia wywołuje przeciwieństwo.

Miłość ciała zależy od typu i biegunowości”.

Teraz obie myśli się zamyśliły i nastała „cisza”. Na chwilę i był to czas refleksji, jakby nowego przypomnienia byronowskich słów.

„Zaiste, miłość jest świętym pożarem,
Iskrą zatloną w ogniach nieśmiertelnych,
Aniołów dobrem, Wszechmocnego darem,
Balsamem rajskim dla serc skazitelnych.

Pobożność duszę w niebiosa porywa.
Ale z miłością niebo w duszę wpływa;

Wyznam, że moja miłość była inna,
Była zbyt ziemska, ludzka, nawet gminna.”

Czy już się na siebie obraziłeś?

Czy już się na Siebie obraziłem, że kasy mało w portfelu?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie starczy do pierwszego?
Czy już się na Siebie obraziłem, że praca do bani?
Czy już się na Siebie obraziłem, że szef idiota?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie mam biznesu?
Czy już się na Siebie obraziłem, że biznes kuleje?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie jestem milionerem?
Czy już się na Siebie obraziłem, że haruję, skąd daleko do domu?

Czy już się na Siebie obraziłem, że rodzice nie kochali?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie mam przyjaciół?
Czy już się na Siebie obraziłem, że miłość i przyjaźń boli?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie mam partnera?
Czy już się na Siebie obraziłem, że kochanek się zmienił?
Czy już się na Siebie obraziłem, że towarzystwo nie te?
Czy już się na Siebie obraziłem, że dzieci protestują?
Czy już się na Siebie obraziłem, że rząd mi nic nie daje?

Czy już się na Siebie obraziłem, że mi wszystko wisi?
Czy już się na Siebie obraziłem, że jestem za gruba?
Czy już się na Siebie obraziłem, że jestem za chudy?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie pociągam?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie ćwiczę?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie mam koncepcji?
Czy już się na Siebie obraziłem, że źle się czuję?
Czy już się na Siebie obraziłem, że się starzeję?

Czy już się na Siebie obraziłem, że świat się nie uśmiecha?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nic nie wychodzi?
Czy już się na Siebie obraziłem, że zabrakło marzeń?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie mam humoru?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie działam?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie ufam?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie kocham?
Czy już się na Siebie obraziłem, że nie wierzę…?

Czy już się na Siebie obraziłem, że…( a wstaw sobie co chcesz!)

Czy już się na Siebie obraziłem, że się OBRAZIŁEM?
Czy już się na Siebie pogniewałem, że się POGNIEWAŁEM?

Już…

BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI!!!

Kiedy małe dzieci płaczą…

Mała Dagmarka płakała idąc obok  tatusia,  będącego w rozmowie  z panią mecenas. Kiedy zniecierpliwiony  spytał, co się stało? Poważnie odpowiedziała:

Nie wiesz o tym , że kiedy małe dzieci płaczą, to trzeba je przytulić!

Zdzisława zamurowało. Bez słów objął córeczkę. Za chwilę Dagmarka uśmiechała się i znów świat uśmiechał się do niej.

Tą autentyczną historię opowiedział mi znajomy przedsiębiorca całkiem niedawno. Dzisiaj Dagmarka już dawno jest panią Dagmarą, matką i żoną,  i sama tej historii nie pamięta.

Choć wszystko wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu, to  dla ojca była to lekcja niezwykła. Na tyle niezwykła, że kiedy ją opowiadał, przeżywał na nowo. Wciąż była mocnym doświadczeniem.

Doświadczeniem miłości. Doświadczeniem przyjaźni. Doświadczaniem niezwykłym i  dla ojca i dla córki.

Tata poczuł czym jest miłość i Dagmara poczuła czym jest miłość, i to było doświadczenie obojga. Dwoje nauczyli się kochać. Rodzic na swoim i dziecko na swoim poziomie rozumienia i odczuwania. Rodzic od dziecka. Dziecko od rodzica.

Uczymy się przez doświadczanie. Uczymy się  całe życie. Ci, którzy uczą się całe życie i od każdego: dziecka, dorosłego, przyjaciela, wroga, kolegi, przyrody, kamieni, natury, pogody i Bóg wie czego jeszcze, są mądrymi ludźmi. Widząc i wiedząc więcej, stwarzają więcej  możliwości. Są elastyczniejsi. Lepiej  radzą sobie z wyzwaniami życia.

Ci, którzy już się wszystkiego nauczyli i  wiedzą lepiej, doradzają, przekonują, wpływają, manipulują, oceniają, wartościują, sami siebie zatrzymują w miejscu.

Dagmara miała szczęście mieć kochających rodziców.

Bywa też tak, że możesz mieć zewnętrznie wszystko (stanowisko, majątek, dom, rodzinę) ale miałeś pecha, bo będąc dzieckiem ktoś Ciebie zatrzymał, nie przytulił. Zatrzymał w rozwoju emocjonalnym nie dając miłości, ciepła, wiary, nadziei, radości, czułości i siły.

A dlaczego zatrzymał?  Najczęściej dlatego, że sam tego nie miał.  Jeżeli nie miał to też nie bardzo mógł dać, bo nie wiedział co dać.

A może zamiast miłości nauczyłeś się nienawiści, bo tylko tym dysponowali najbliżsi?

Kiedy tak jest to rzeczywiście przebaczenie jest rozwiązaniem. Tylko ,że przebaczenie to za mało. Potrzebujesz pokochać, bo rozwiązaniem zawsze jest miłość. A tak naprawde sądze, że przyjaźń. Przyjaźń do siebie. Przyjaźń do otoczenia. Tego, niegdyś nauczał Jezus. Tego nauczają mądrzy ludzie.

Tyle mądrość, ale jak tego osobiście doświadczyć? Jak poczuć miłość? Jak poczuć przyjaźń? Jak zacząć kochać i być kochanym? Kiedy nie mamy takich doświadczeń?

Rozwiązaniem  jest dostrzeganie miłości. Dostrzeganie przyjaźni. Zobacz jak  kochają zwierzęta. Zobacz jak kochają inni i poczuj to. Podaruj sobie uczucie miłości. Kochaj i Bądź kochana, kochany.  Stań się miłością. Stań się przyjaźnią. Pokochaj siebie. Przytul siebie jak przytulił tata Dagmarę.

Zacznij czule rozmawiać ze sobą i wszystkimi Twoimi komórkami, narządami. Szczególnie kiedy bolą. Przytul je. Weź na ręce. Podaruj im  ciepło. Miłość. Przyjaźń.

Zacznij od siebie i tylko od siebie, bo to jedyne na co masz faktyczny wpływ. Rozmawiaj ze sobą czule i z miłością, i z mądrością.

Zaobserwuj swoje reakcje. Reakcje swojego ciała na słowa, które wypowiadasz do siebie. Poczuj –  Jak reaguje Twoje ciało, kiedy zwracają się do Ciebie inni?

Słowem obserwuj siebie i swoje uczucia.  Mam taka propozycję. Kiedy czujesz się źle to popatrz na siebie z dystansu. Stań jakby obok i obserwuj siebie.

Natomiast kiedy poczujesz się doskonale to patrz na świat swoimi oczyma.

Teraz,  spodziewaj się niezwykłego. Spodziewaj się wysokiego, niezwykłego lotu, a może odlotu. Leć coraz wyżej i doświadczaj niezwykłego. Doświadczaj odczuć do tej pory nie znanych. Stwarzaj nowe jeszcze piękniejsze, jeszcze wznioślejsze i bardziej zmysłowe.

I nie mówię tu o przyjemności. Zważaj lepiej, ile przyjemności jesteś w stanie wytrzymać. Mówię tutaj o prawdziwym życiu i radości życia. Zgadnij czym dla Ciebie jest radość życia? Jakie doświadczenia ją wzmacniają?

Czym dla Ciebie jest miłość?
Czym dla Ciebie jest przyjaźń?

I poznaj sercem i ciałem i duszą wszystkie barwy miłości. Wszystkie barwy przyjaźni!

Ty jesteś Światem, całym światem. Świat nie istnieje dla Ciebie bez Ciebie. Kiedy odejdziesz odejdzie świat. Twój świat. Twój świat to jedyny Twój cielesny świat, więc stwarzaj go dla siebie jak najlepiej. Napełniaj go miłością, przyjaźnią i mądrością.

Czego byś nie chciał to i tak najważniejsza jest miłość.

Choć tak naprawde to świadomość miłości.