Infoholicy

Napisał do mnie Maks, gdzieś z Drogi.
www.omax.la

Nie chce mi się oglądać nieoświeconych ludzi,
z tymi teoriami wszystkimi,

które nie mają żadnego związku z naszym życiem, codziennym.

Dużo gadania, sławy, ego, pieniędzy,
a mało pożytku dla oświecenia ludzi,
czy nawet wzniesienia wyżej ich świadomości,
która by się przełożyła na zmianę
w ich codziennym życiu.

Wolę na drzewo patrzeć,
albo na górę.

Mam spory kontakt z amerykanami
i powiem tak, jakbyś był w USA,
to byś miał dość tych all teorii odkryć itd.

Tu dopiero to zrozumiałem,
oni są chorzy infoholicy.

Ciekawa refleksja jak i sam termin – infoholicy.
Ze swej strony też to zaobserwowałem.

Upraszczanie, obserwacja,
sprowadzenie do istoty, prostota,
to najtrudniejsze wyzwanie,
Dla ludzkiej percepcji i prawdy.

Tak w codziennym życiu, postawie, badaniach,
relacjach, strategiach, koncepcjach, nauce,
czy też coachingu.

Gurgijew dawno, dawno temu pisał o wymądrzaniu.
To drugi zgrabny termin oddający istotę istoty.
Istotę niezrozumienia, stwarzania fikcji,
iluzji życia.

Nadawania wartości, bezwartości.
Stwarzanie pozorów wiedzy.
Intelektualny bełkot,
Biegnący w dwóch przeciwnych kierunkach.

Pierwszy powoduje dobre samopoczucie
I jest to dający się sprzedać pozór: nauki, sztuki, ideologii.
Traktowany często jako wzorzec mądrości.

Drugi dający odmienny efekt, czyli złe samopoczucie,
zagubienie, wyrażone w słownym inteligentnym bełkocie
i nim spowodowane.

I prawie wszyscy temu ulegamy.
Jaka więc rada?
A, przypomniało mi się!
Nie udzielam rad.

If you don’t transform – you die

To nieco prowokacyjne stwierdzenie jest przyczynkiem do moich rozważań o coachingu.

Refleksja jest sensowna, bo odkrywam, że sam coaching jest procesem dla wielu, tak naprawdę, nieznanym i wiele osób ma o nim, z różnych powodów, fałszywą lub niepełną wiedzę.

Jest to rozważanie bardzo subiektywne i wynikające z moich wieloletnich doświadczeń i obserwacji.

Skąd w Polsce bierze się zamieszanie. Myślę, że z tzw life coachingu, czyli coachingu życiowego, który bardzo często wkracza w obszar terapii, bezpośredniego wpływu różnych szkół osobistej zmiany np. NLP, jak i wymądrzania samych coachów i klientów.

Jednak najpierw parę słów o coachingu tak jak go pojmuje.

Coaching, to w najbardziej eleganckiej formie osiąganie nowych rezultatów: osobistych, zawodowych i biznesowych. Planowanych i nieplanowanych – bo ukrytych w Twoim potencjale.

Coaching to wykraczanie poza dotychczasowe ramy, stwarzanie nowej wizji i nowej tożsamości siebie i organizacji.

Coaching to rozwój osobisty i organizacyjny wspierający wydajność i relacje.

Coaching to też niekończący się proces. Ciągła transformacja osób i zespołów pozwalający kreować nową rzeczywistość i przyszłość tak, by niemożliwe stało się możliwym. Coaching powinien trwać jeden rok tak żeby osadzić na stałe zmiany, które rodzą zmiany– nazwijmy to transformacją systemową.

Coaching to, po odkryciu marzeń i misji (przeznaczenia), stworzeniu jakby nieosiągalnej wizji przyszłości i działanie zgodnie strategią pojęcia określanego słowem sukces.

Coaching jest kompilacją umiejętności zawodowych coacha, co absolutnie nie idzie w parze z ilością ukończonych kursów czy też przynależnością do organizacji zrzeszających coachów.

Coaching może być zarówno negatywny jak i pozytywny, i oba mogą prowadzić do wzrostu.

Coaching polega na specyficznej rozmowie nastawionej na cel klienta i umiejętnym zadawaniu pytań przez coacha, w taki sposób, byś osiągnął zmianę i doszedł do tego sam. To najczęściej jest poziom zmiany na poziomie przekonań, bo właśnie przekonania determinują i stwarzają w wielu obszarach Ciebie.

Coaching dotykać powinien tylko pewnej określonej sfery życia zawodowego i osobistego wyłączając poziomy rozwoju duchowego (chyba, że coach jest prawdziwym nauczycielem duchowym), uzdrawiania, leczenia, i terapii. Coachowie, którzy zapuszczają się w te obszary niestety nie wiedzą co czynią. Skutki bywają opłakane zarówno dla klienta jak i dla coacha. Moja dzisiejsza wiedza podpowiada mi, że dotyczy to również niedoświadczonych terapeutów.

To biznes zrodził coaching! Nie odwrotnie i choć w końcu nie ma to żadnego znaczenia co było pierwsze jajko czy kura, life coaching jest tak samo potrzebny jak i coaching biznesowy. Powiem więcej, że coaching życiowy wzbogacił i wzbogaca coaching biznesowy, i odwrotnie.

Coaching był od zawsze, tylko tak się nie nazywał. W pewnej chwili, kiedy w głowach założycieli rodziła się jego istota, kiedy wszystko sensownie sobie poukładali, zastanowili się jak teraz to sprzedać, a żeby coś sprzedać to trzeba temu czemuś nadać nazwę i tak zrodził się coaching, który dalej już pod tą nazwą transformuje i rozwija jako samodzielna dyscyplina.

Podobnie zresztą zrodziło się NLP i inne szkoły i metody transformacji. Najczęściej metoda jest realizacją siebie jej autora i w tym sensie nie jest idealnie do powtórzenia. Mam na myśli, że nawet gdy się nauczysz jakiejś metody to i tak będziesz to robił po swojemu, i w tym sensie jest to już Twoja metoda.

To jakie coach zastosuje narzędzia jest całkowicie bez znaczenia. Najczęściej coach stosuje narzędzia swojej szkoły i te, które odpowiadają jego wyczuciem najlepiej w określonej sytuacji coachingowej. Chodzi o to żeby klient osiągał zamierzone rezultaty, a te żeby były zgodne z jego misją życia lub jak wolisz przeznaczeniem.

Każdy potrzebuje coacha! Każdy kto chce przekraczać i zmieniać siebie, i świat, a dokładając tezę, że życie ( w tym ciele) jest jedno, z czym się pewnie zgodzisz, a podział na życie zawodowe i osobiste jest sztuczny, to ludzie chcą, po prostu, rozwoju Siebie. Oczywiście rozwój siebie będzie oznaczał dla każdego coś innego. Dlatego też w różnym czasie Twojego rozwoju spotykał będziesz właściwych coachów.

Każdy jest coachem! Tak właśnie jest. Różnica między zawodowstwem i amatorstwem wynika z tego, ze zawodowiec bierze za to pieniądze i inni chętnie mu za to płacą, i powinien mieć w związku z tym znacznie większą wiedzę potwierdzoną umiejętnościami, zdolnościami i predyspozycjami. Nie zawsze tak się dzieje. Często amatorzy są doskonałymi coachami, a zawodowcy, odwrotnie. Dobry coach wywołuje transformacje a jego status nie ma znaczenia..

Coach spełnia różne role! Przewodnika i opiekuna, przyjaciela i kolegi, nauczyciela i ucznia, mistrza i stażysty, mentora, lustra, budzącego ze snu, wyzwalającego i transformującego zmianę.

Coach potrzebuje umieć słyszeć, jak i sam być uczniem. Kogo zapytasz? Tego, co jest jego nauczycielem.

Coach nie może dokonać zmiany, której nie chcesz! Niemniej może powstrzymać przed niekorzystną zmianą.

Coraz więcej osób uczy się coachingu. Coraz więcej osób doświadcza coachingu. Coraz więcej osób czyta o coachingu. Tak rodzi się też rynek coachingu, którego produktem jest grupa zawodowa o nazwie coach.

W biznesie mamy dwa rodzaje coachów. Coach wewnętrzny (lider) i coach zewnętrzny (trener – freelancer)

Coach wewnętrzny to najczęściej Twój przełożony, manager, szef, wyjątkowy pracodawca. Nauczyciel uczący zawodu, wprowadzający do zawodu i firmy. Opiekun i partner. Dostawca i wyzwoliciel inspiracji. W tym właśnie znaczeniu coaching istniał od zawsze. Coach wewnętrzny jest z tej samej organizacji co Ty.

Coach zewnętrzny to właśnie ktoś taki jak coach AMH Coaching.( www.andrzejhanisz.pl , www.amhcoaching.pl) Freelancer spoglądający na Ciebie, Twoją firmę, Twoja karierę z zewnątrz, byś mógł zobaczyć to czego jeszcze nie widzisz. Wyzwolić prawdziwą zmianę. To też nauczyciel coachingu.

Wracając do postawionej wcześniej tezy, że life coaching o tyle wzbogacił co i namieszał. Dlaczego? Ponieważ jest bardziej popularny. Jest znacznie więcej szkoleń dotyczących rozwoju osobistego, terapii, NLP. W Internecie promowana jest niezliczona ilość kursów, metod i narzędzi zmiany, które same w sobie mogą być ok., jednak samo przyswojenie materiału i parodniowa praktyka mistrza nie czyni. Właśnie po takim przygotowaniu są najczęściej coachowie, a metoda pracy i nauki coachingu z kursu na kurs czyni w głowie adepta coachingu coraz większy bałagan.

Istnieją też szkoły coachingu. Pewnie jak to w życiu jedne są dobre inne takie sobie. Szkoły wypuszczają absolwentów, ale pytanie czy kończąc taki kurs możesz być dobrym coachem?

Oglądałem w telewizji wypowiedź bardzo zacnego starszego i bardzo, bardzo znanego człowieka i lekarza. Stwierdził, że lekarz po studiach, choć czuje się lekarzem – ma tożsamość lekarza, tak naprawdę nie jest żadnym lekarzem. Lata praktyki uświadamiają mu dopiero ogrom niewiedzy. Lata praktyki uczą też pokory. Trzeba wielu, wielu lat wzrostu zawodowego i ludzkiego poprzez praktykę, wyrzeczenia, świadomy trud, zaangażowanie, wręcz cierpienie, by móc śmiało powiedzieć Jestem lekarzem.

Sądzę, że to samo dotyczy każdego zawodu związanego z pracą z ludźmi: psychologów, terapeutów, duchownych, lekarzy czy też dobrych coachów ale i, a może przede wszystkim, pracodawców, przedsiębiorców, nauczycieli, liderów, przywódców. Oni też są coachami.

Jakość Człowiecza, takie sformułowanie do mnie przyszło, na określenie behawioralnych cech determinujących nas ludzi.

I skoro Twoja Jakość Człowiecza jest wysoka i ciągle wzrasta to ona wyznacza poziom Twojego coachingu. Staje się wyznacznikiem Twojej jakości i klasy.

Life coaching dotyczy bezpośrednio osoby i praca w tych obszarach jest sporym wyzwaniem i odpowiedzialnością. Coachowi może wydawać się, że pomaga. Klient może tak samo czuć a jednak rezultaty mogą być przeciwne. Czy coach, wielopoziomowo, może ujrzeć prawdziwe skutki swoich działań w chwili coachingu? Jest to dane tylko nielicznym.

Na podstawowym poziomie coaching życiowy jest łatwy w porównaniu z coachingiem biznesowym i być może dlatego wiele początkujących adeptów coachingu zachwyca się możliwością szybkiej pomocy i błyskawicznej zmiany, błyskawicznej transformacji. Jednak kiedy wiesz więcej to nie jest to takie oczywiste. Kiedy coach widzi potencjalne zagrożenia a czasami więzy ludzkiego przeznaczenia ,to może albo zrezygnować z danego coachingu albo wręcz zrezygnować z zawodu lub przetransformować jego jakość.

W coachingu biznesowym chodzi o uzyskanie wymiernych i mierzalnych rezultatów. W coachingu życiowym miara jest bardziej umowna. Jak wspomniałem życie w tym ciele jest jedno. Dobry coach powinien więc posiadać umiejętności obydwu obszarów i mieć intuicje kiedy, i jak je stosować. Musi też być zgoda i chęć, najlepiej nieodparta chęć klienta na sam proces zmiany.

Dobry coach to coach transformacyjny, wykraczający poza te dwa obszary i świadomie unikający definicyjnego podziału. Po prostu jego coaching jest na jak najwyższym poziomie. Dobry coaching zadziwia nie tylko Ciebie ale i coacha.

Dobry coach używa wyłącznie języka klienta, bez nomenklaturowych fajerwerków i do tego ucząc klienta co dla niego dane jego słowa i zdania znaczą.

Coach transformacyjny przekracza wspólnie z klientem Horyzont Zdarzeń i tym też może stać się coaching. Czego Tobie życzę. Przekraczaj siebie w dobrym towarzystwie. Towarzystwie transformujących Coachów.

Andrzej Mariusz Hanisz

Przypisy:
1. If you don’t transform – you die. Jeśli się nie przemieniasz, umierasz.
2. Nie wiedzą co czynią – słynne słowa Jezusa Chrystusa
3. Horyzont Zdarzeń – termin wprowadzony przez Nassima Harameina

Przerwany sen

Sen przerwał dzwonek telefonu. Dzwonił, kolega, przyjaciel. Znaczy…Koniec wakacji…

Jak Forex? Zapytałem.

Erazm, bo tak ma na imię,  poświęcił cały swój zawodowy czas, rynkom kapitałowym. Jest to też jego sposób zarobkowania.

Wiem, że nauka kosztowało go sporo. Sporo czasu. Dwa lata, po prawie osiem godzin codziennej praktyki. Dodam, że przedtem już opanował warszawski parkiet, czyli GPW.

Będąc biegłym księgowym poznał analizy: techniczną,  fundamentalna przedsiębiorstw, a czytanie bilansu, rachunku zysków i strat sprawiało mu taką samą przyjemność jak mi czytanie Lalki lub sesji terapeutycznych.

Swoją drogą zboczenia doprawdy mają różne odcienie. Erazm odczuwa radość obserwując wykresy i to na paru monitorach. Niczym trzy orgazmy naraz.

Ta nauka to też  całkiem sporo kasy. Dość drogi kurs, powiedzmy za co najmniej pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Kiedy nawiązałem do Forexu, Erazm, rozentuzjazmowany stwierdził…Wiesz, odkryłem coś bardzo, bardzo ważnego.

Wowww… Co?

Jeśli Jesteś zdenerwowany, odpuść sobie. Po prostu w tym dniu weź sobie wolne i nie idź do pracy.

Wniosek, niby banalny. Jednak ten wniosek nie był wiedzą, był uświadomieniem i to jest ta różnica, która czyni różnicę.

W tym przypadku różnica między wiedzą a uświadomieniem jest taka, jakbyś myślał że umiesz grać w pokera, ale do tej  pory grałeś w pokera na żetony i całkiem dobrze opanowałeś zasady, albo taka sama, jak gra na giełdzie nie swoimi lub  fikcyjnymi pieniędzmi.

Tą złotą myśl, która wówczas tylko ma wartość, kiedy sam tego doświadczasz, wiesz o co chodzi, można rozciągnąć, na wiele dziedzin życia.

Kiedy idziesz do pracy i źle się czujesz, to jest prawie pewne, że będziesz kiepskim pracownikiem. Twoje decyzje będą po prostu takie sobie albo złe.

Kiedy, będąc przedsiębiorcą,  w złym stanie emocjonalnym ruszasz na spotkanie z rynkiem, to wiedz, że rynek ci przywali.

Słowem Twój stan jest najważniejszy. Stan to podstawa wszystkiego. To podstawa Twojego sukcesu. Oczywiście zakładam, że umiejętności masz lub je cały czas doskonalisz.

Jednak cóż po umiejętnościach, kiedy jesteś w kiepskim stanie emocjonalnym.

W sierpniu byłem tydzień czasu na obozie Tay- Chi zorganizowanym przez Mariusza Sroczyńskiego, i w tym miejscu serdecznie  dziękuję Tobie Mariusz,  za  wiedzę, umiejętności, i to, że stworzyłeś wartościową wartość. www.ymaawarszawa.prv.pl

Przez siedem dni w tygodniu, codziennie o 7 45, Mariusz uczył nas…jednego ruchu. Ten ruch zawierał się w przedziale pomiędzy… rozkrokiem. Takie od i do. Optymalne od i optymalne do, a właściwie ćwiczyliśmy to tak długo by stawało się optymalne i przeszło do nieuświadomionej somatycznej kompetencji.

Potem była jeszcze noc tysiąca powtórzeń. Czyli, powtarzanie jednego ruch przez dwie i pół godziny, tysiąc razy. Kiedy przyjechałem do domu już samodzielnie ćwiczyłem ten ruch wielokrotnie i wiem, że dalej nie jest doskonały. Cóż, doskonałość, to po prostu, lata praktyki, lata ćwiczeń, lata powtórzeń.

W obrębie tego ruchu nasze ciało, było pozycjonowane tak, by  w każdej chwili uzyskać zamierzony, optymalny  rezultat (elegancja ruchu, siła uderzenia, koncentracja, wyluzowanie).

Ten ruch jest  dla mnie kinestetyczna metaforą, czegoś co Richard Bandler zawiera w pytaniu uważaj ile przyjemności jesteś w stanie wytrzymać?

Po drugiej stronie, tego pytania jest pytanie, uważaj ile nieprzyjemności jesteś w stanie doświadczyć, ze skutkiem dla ciebie obojętnym.

I tak balansujemy w życiu pomiędzy przyjemnością i nieprzyjemnością, i ci, którzy posiedli taką umiejętność, by był to proces kontrolowany w granicach spodziewanego ryzyka, spodziewanej straty, odnoszą sukcesy. Skuteczni przedsiębiorcy po prostu kontrolują ryzyko, czyli wiedzą ile mogą stracić a ile zyskać.

Są ugruntowani, niczym mistrzowie Tay-Chi i nic, i nikt,  nie jest w stanie ich wytrącić z równowagi. Równowagi, emocjonalnej, somatycznej, energetycznej, duchowej W każdej chwili mają dostęp do swoich zasobów.

Zawsze wiedzą co zrobić i choć nie wiedzą jaki będzie ich kolejny ruch, wiedzą, że jakiś będzie. Przeciwnik im to podpowie, gdyż wiedzą, że mają to po prostu i zwyczajnie wyćwiczone. Mają kompetencje. Mają zasoby.

Czym są zasoby, zapytasz? Najkrócej, zasoby to Twoje kompetencje.

To twoja wiedza, twoje umiejętności. To zdolność do skorzystania z wiedzy i z umiejętności innych. To tworzenie nowych możliwości, tam gdzie innym wydaje się to niemożliwe.

Generalnie mistrzowie  to ludzie nienormalni i  idący mało uczęszczanym  lub w ogóle nieprzetartym szlakiem. To ludzie powtarzający te same czynności, aż do chwili kiedy  zrobią to dobrze.

To samo, ale nie tak samo.

To ludzie typu Wańka Wstańka.

Trzeba  wielu powtórzeń, by doskonalić umiejętności, i że każda powtórka  eliminuje błąd poprzedniego ruchu.

Japończycy wymyślili cudowne słowo i metodę,  Kajzen. Kupili technologię, po czym ją udoskonalali, cały czas udoskonalali, bo Kazein, to proces, który się nie kończy.

Widać więc, że oprócz powtórzeń potrzeba też uważności, a uważność to obserwacja siebie na bardzo wielu poziomach. Gurgijew, powtarzał  Uspieńskiemu, obserwuj siebie.

W NLP, taka postawa, określana jest pozycja obserwatora.

Cóż łatwiej powiedzieć trudniej wykonać, a jeszcze łatwiej zapomnieć, by stale obserwować siebie.

Jednak mój inny  serdeczny kolega znalazł na to skuteczne rozwiązanie. Powiedział, kup sobie kamerę i nagrywaj siebie. Nagrywaj siebie jak rozmawiasz z partnerką, partnerem.

Nagrywaj siebie w procesach, relacjach, umiejętnościach, które chcesz doskonalić.

Pewnie zdziwisz się, widząc na przykład siebie w rozmowie z partnerką i jak w zwolnionym tempie zauważasz moment wybuchu awantury, i dowiadujesz się, co ją wywołało, i jak już to odkryjesz, to możesz zmienić. Tak możesz zmieniać siebie, a dokładniej swoje zachowania.

Stopień zastosowania obserwacji siebie  przy pomocy kamery jest przeogromny. Dzisiaj, to niegdyś drogie narzędzie, jest praktycznie w każdym domu.

I zapewniam Ciebie, że

jest absolutnie jedną z najlepszych technik doskonalenia siebie. Prawdziwa, obiektywna obserwacja siebie.

To dzisiejsza technologia osiągania mistrzostwa.

Mistrzostwa, którego Tobie i sobie życzę, by…

ZOSTAĆ NAJKLEPSZYM SWOIM WYDANIEM!!!

P.s.
Nie koniec wakacji. Żartowałem. Całe życie to wakacje. Pomiędzy nie-życiem.

Oczywiście, kamerę kupiłem, sporo nagrywam i się z tego uczę.

Kiedy małe dzieci płaczą…

Mała Dagmarka płakała idąc obok  tatusia,  będącego w rozmowie  z panią mecenas. Kiedy zniecierpliwiony  spytał, co się stało? Poważnie odpowiedziała:

Nie wiesz o tym , że kiedy małe dzieci płaczą, to trzeba je przytulić!

Zdzisława zamurowało. Bez słów objął córeczkę. Za chwilę Dagmarka uśmiechała się i znów świat uśmiechał się do niej.

Tą autentyczną historię opowiedział mi znajomy przedsiębiorca całkiem niedawno. Dzisiaj Dagmarka już dawno jest panią Dagmarą, matką i żoną,  i sama tej historii nie pamięta.

Choć wszystko wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu, to  dla ojca była to lekcja niezwykła. Na tyle niezwykła, że kiedy ją opowiadał, przeżywał na nowo. Wciąż była mocnym doświadczeniem.

Doświadczeniem miłości. Doświadczeniem przyjaźni. Doświadczaniem niezwykłym i  dla ojca i dla córki.

Tata poczuł czym jest miłość i Dagmara poczuła czym jest miłość, i to było doświadczenie obojga. Dwoje nauczyli się kochać. Rodzic na swoim i dziecko na swoim poziomie rozumienia i odczuwania. Rodzic od dziecka. Dziecko od rodzica.

Uczymy się przez doświadczanie. Uczymy się  całe życie. Ci, którzy uczą się całe życie i od każdego: dziecka, dorosłego, przyjaciela, wroga, kolegi, przyrody, kamieni, natury, pogody i Bóg wie czego jeszcze, są mądrymi ludźmi. Widząc i wiedząc więcej, stwarzają więcej  możliwości. Są elastyczniejsi. Lepiej  radzą sobie z wyzwaniami życia.

Ci, którzy już się wszystkiego nauczyli i  wiedzą lepiej, doradzają, przekonują, wpływają, manipulują, oceniają, wartościują, sami siebie zatrzymują w miejscu.

Dagmara miała szczęście mieć kochających rodziców.

Bywa też tak, że możesz mieć zewnętrznie wszystko (stanowisko, majątek, dom, rodzinę) ale miałeś pecha, bo będąc dzieckiem ktoś Ciebie zatrzymał, nie przytulił. Zatrzymał w rozwoju emocjonalnym nie dając miłości, ciepła, wiary, nadziei, radości, czułości i siły.

A dlaczego zatrzymał?  Najczęściej dlatego, że sam tego nie miał.  Jeżeli nie miał to też nie bardzo mógł dać, bo nie wiedział co dać.

A może zamiast miłości nauczyłeś się nienawiści, bo tylko tym dysponowali najbliżsi?

Kiedy tak jest to rzeczywiście przebaczenie jest rozwiązaniem. Tylko ,że przebaczenie to za mało. Potrzebujesz pokochać, bo rozwiązaniem zawsze jest miłość. A tak naprawde sądze, że przyjaźń. Przyjaźń do siebie. Przyjaźń do otoczenia. Tego, niegdyś nauczał Jezus. Tego nauczają mądrzy ludzie.

Tyle mądrość, ale jak tego osobiście doświadczyć? Jak poczuć miłość? Jak poczuć przyjaźń? Jak zacząć kochać i być kochanym? Kiedy nie mamy takich doświadczeń?

Rozwiązaniem  jest dostrzeganie miłości. Dostrzeganie przyjaźni. Zobacz jak  kochają zwierzęta. Zobacz jak kochają inni i poczuj to. Podaruj sobie uczucie miłości. Kochaj i Bądź kochana, kochany.  Stań się miłością. Stań się przyjaźnią. Pokochaj siebie. Przytul siebie jak przytulił tata Dagmarę.

Zacznij czule rozmawiać ze sobą i wszystkimi Twoimi komórkami, narządami. Szczególnie kiedy bolą. Przytul je. Weź na ręce. Podaruj im  ciepło. Miłość. Przyjaźń.

Zacznij od siebie i tylko od siebie, bo to jedyne na co masz faktyczny wpływ. Rozmawiaj ze sobą czule i z miłością, i z mądrością.

Zaobserwuj swoje reakcje. Reakcje swojego ciała na słowa, które wypowiadasz do siebie. Poczuj –  Jak reaguje Twoje ciało, kiedy zwracają się do Ciebie inni?

Słowem obserwuj siebie i swoje uczucia.  Mam taka propozycję. Kiedy czujesz się źle to popatrz na siebie z dystansu. Stań jakby obok i obserwuj siebie.

Natomiast kiedy poczujesz się doskonale to patrz na świat swoimi oczyma.

Teraz,  spodziewaj się niezwykłego. Spodziewaj się wysokiego, niezwykłego lotu, a może odlotu. Leć coraz wyżej i doświadczaj niezwykłego. Doświadczaj odczuć do tej pory nie znanych. Stwarzaj nowe jeszcze piękniejsze, jeszcze wznioślejsze i bardziej zmysłowe.

I nie mówię tu o przyjemności. Zważaj lepiej, ile przyjemności jesteś w stanie wytrzymać. Mówię tutaj o prawdziwym życiu i radości życia. Zgadnij czym dla Ciebie jest radość życia? Jakie doświadczenia ją wzmacniają?

Czym dla Ciebie jest miłość?
Czym dla Ciebie jest przyjaźń?

I poznaj sercem i ciałem i duszą wszystkie barwy miłości. Wszystkie barwy przyjaźni!

Ty jesteś Światem, całym światem. Świat nie istnieje dla Ciebie bez Ciebie. Kiedy odejdziesz odejdzie świat. Twój świat. Twój świat to jedyny Twój cielesny świat, więc stwarzaj go dla siebie jak najlepiej. Napełniaj go miłością, przyjaźnią i mądrością.

Czego byś nie chciał to i tak najważniejsza jest miłość.

Choć tak naprawde to świadomość miłości.

Bez znieczulenia

Rozmawiałem z koleżanką o subiektywności ludzkich doświadczeń, NLP, coachingu, terapii, języku, słowach, uczuciach, relacjach, celach, możliwościach, pragnieniach, edukacji, egoizmie, rodzinie, biznesie, itp. itd.

O tym, że jedyną obiektywną rzeczą jest nasz subiektywizm, i takie tam różne mądre kawałki.

Taka zwyczajna, lekko mądra, na całkowitym luzie rozmowa.

Przy okazji objaśniałem, co mam na myśli, i po co to wszystko.

Zadała mi pytanie.

Andrzej, a czy nie można, ot tak, zwyczajnie, prostą drogą, prosto do celu?

Rozmowa przy obiedzie

Z córką.

– Chcesz do drugiego dania zsiadłe mleko?

– Przecież wiesz, że nienawidzę mleka?

Wyciągam rękę i jej gratuluję. Córka rozpromieniona. Po czym walę.

– Jest to jedna z niewielu rzeczy, które robisz dobrze.

Rany co ja powiedziałem. Sekunda milczenia trwa jakby wieczność. Po czym dodaję.

ale… jest to jedna z wielu rzeczy, które robisz bardzo dobrze.

Czasami popełniamy w relacjach z bliskimi błędy. Chodzi jednak o to jak szybko je naprawiamy. Im szybciej tym lepiej.